Zaginiona Atlantyda? Archeologiczna przeszłość Santorini

atlantyda

Jeśli spotkacie się gdzieś z opisem historii Santorini, to na pewno padnie w nim odwołanie do Atlantydy. Choć o mitycznej krainie słyszał każdy, do dziś nie ma choć cienia dowodu na to, że kiedykolwiek istniała, a co dopiero mówić o wskazaniu jej dokładnego położenia. Jednak fanom archeologii nie przeszkadza to snuć domysłów i odważnych teorii. Część z nich uważa, że starożytna Atlantyda to Santorini. Najpoważniejszym dowodem na prawdziwość tej tezy ma być potężny wybuch wulkanu, który zatopił część greckiej wyspy. A jak pamiętamy, Atlantydę również pochłonęło morze.

 

Autorem całego zamieszania związanego z Atlantydą jest Platon. W dialogach Timajos i Kritiasz wspomniał o idealnej krainie rządzonej przez sprawiedliwych władców, której mieszkańcy wiedli szczęśliwe życie w dostatku. Historię tę grecki filozof miał zasłyszeć od męża stanu o imieniu Solon, który z kolei dowiedział się o Atlantydzie w czasie podróży do Egiptu. Państwo, a właściwie wielki kontynent, miał istnieć około 9600 r. p.n.e. i znajdować się na oceanie za Słupami Heraklesa. Zdaniem naukowców mowa o Cieśninie Gibraltarskiej i Oceanie Atlantyckim, który według Greków opływał Europę, Afrykę i Azję. Nazwa „Atlantyda” pochodziła od imienia najstarszego syna Posejdona, Atlanta, i znajdowała się pod opieką boga mórz.

Zagładę na Atlantydę sprowadzili sami mieszkańcy, pragnąc jeszcze większego bogactwa i chcąc poszerzyć zakres swoich wpływów. Mieli opanować Egipt i znaczną część strefy śródziemnomorskiej, ale sukcesy militarne przyniosły utratę przychylności bogów. W ramach kary Zeus postanowił zesłać na Atlantydę katastrofę przyrodniczą. Najczęściej przypuszcza się, że chodziło o trzęsienie ziemi, ewentualnie o wybuch wulkanu z następującą falą tsunami. Cały kontynent został zatopiony i do dziś nie ma po nim śladu. Ale czy na pewno?

 

Największa katastrofa w dziejach ludzkości

Pochłonięcie Atlantydy przez morze bardzo pasuje do autentycznej historii Santorini. Między 1760 a 1540 rokiem p.n.e. na wyspie miało dojść do gigantycznej, największej w historii ludzkości erupcji wulkanu. W jej wyniku część lądu zatonęła, a wybuch wywołał dodatkowo ogromne fale tsunami, które rozlały się po basenie Morza Śródziemnego, niszcząc wszystko, co spotkały na swojej drodze. Przede wszystkim wspomina się o unicestwieniu potężnej cywilizacji minojskiej na Krecie. Co ciekawe, mieszkańcy Santorini mogli ujść z zagłady cało, gdyż na pewno zawczasu opuścili wyspę. Zbliżającą się katastrofę zwiastowały eksplozje gazów, deszcze ognia i trzęsienia ziemi.

No dobrze, ale co to znaczy, że była to największa katastrofa w dziejach ludzkości? Aby zobrazować, jak mógł wyglądać wybuch wulkanu na Santorini, przywołam równie spektakularną i niszczycielską erupcję. Chodzi o wulkan Krakatau położony w Indonezji, który przebudził się ze snu 26 sierpnia 1883 roku. Fala sejsmiczna powstała w wyniku erupcji przemieszczała się z prędkością ponad 1100 km/h i okrążyła całą ziemię aż siedmiokrotnie. Wywołane wstrząsami fale tsunami osiągnęły wysokość 30-40 m i prędkość nawet 700 km/h. To one odpowiadały za większość ofiar śmiertelnych. Niektóre z nich dotarły nawet do wybrzeży Ameryki Południowej. Liczbę zabitych szacuje się na ponad 36 tysięcy osób.

 

Współczesny wygląd Santorini i jej położenie na kalderze, czyli ścianie krateru wulkanu, to efekt dramatycznej katastrofy

 

Krajobraz po wybuchu

Badacze przyjmują, że wybuch wulkanu Krakatau miał siłę około 200 megaton, przy czym – dla porównania – największa kiedykolwiek zdetonowana bomba termojądrowa miała moc 50 megaton. Wulkan wyrzucił z krateru 60 km sześciennych magmy. Do atmosfery trafiło 46 km³ pyłów, które utrzymywały się nad około 70% powierzchni globu. Słup dymu, popiołu i gazów osiągnął wysokość 27 km.

Przez długi czas do ziemi nie docierały promienie słońca, a w późniejszych latach wciąż można było zaobserwować niecodzienne zjawiska. Księżyc świecił się na zielono i niebiesko, a zachody słońca przybierały wściekle czerwoną barwę, wyglądając jak wrota piekieł. Zgodnie z najnowszą teorią właśnie taki nietypowy zachód słońca zobrazował Edward Munk na swoim słynnym obrazie „Krzyk”. Namalował go 10 lat po katastrofie.

Uważa się, że huk eksplozji trzeciego krateru Krakatau był najgłośniejszym dźwiękiem w historii ludzkości. Słyszano go z odległości kilku tysięcy kilometrów. W chwili wybuchu 46 kilometrów od Krakatau przepływał statek. Hałas związany z erupcją rozerwał znajdującym się na nim marynarzom bębenki w uszach.

I teraz pomyślcie, że wybuch wulkanu na Santorini był DWA RAZY SILNIEJSZY…

 

W wyniki mega erupcji najbardziej zniszczoną częścią Santorini pozostaje odcinek między miastem Oía a Firostefani. Od strony morza łatwo zauważyć ślady po spływającej lawie.

atlantyda legenda

czy santorini to atlantyda

 

Kontrowersje z datowaniem

Tym, co przemawia na niekorzyść łączenia Santorini z legendarną Atlantydą, jest datowanie. Jak wspomniałam, Platon umiejscawia krainę 9600 lat p.n.e. Natomiast naukowcy szacują, że wybuch wulkanu na greckiej wyspie miał miejsce między 1760 a 1540 rokiem p.n.e. Można odważnie założyć, że grecki filozof mógł pomylić się w dacie i w rzeczywistości był to rok 1600 p.n.e. A wtedy podobieństwo miejsca i czasu robi się bardzo intrygujące.

Uczestnicy Trzeciego Międzynarodowego Kongresu poświęconemu erupcji Thery (tak zwano Santorini) przychylają się do wniosku, że do wybuchu mogło dojść w I połowie XVII wieku p.n.e. Jednak takiej teorii zdecydowanie przeciwstawiają się egiptolodzy. Co ma Egipt do Grecji? Już tłumaczę. Na podstawie podobieństwa ceramiki z tego okresu ustalono, że erupcja miała miejsce za rządów egipskiego króla Ahmose I lub nieco później. Według wcześniej przyjętej chronologii starożytnego Egiptu egiptolodzy założyli, iż wybuch na Santorini miał miejsce w II połowie XVI wieku p.n.e. Jednak próbki materiału pochodzącego z erupcji poddane analizie węglowej umiejscowiły raczej w XVII wieku p.n.e. O takim datowaniu nie chcą słyszeć egiptolodzy, bowiem oznaczałoby to dla nich konieczność zmiany całej chronologii egipskiej dla II tysiąclecia p.n.e.

Kolejny argument za tym, że do erupcji Thery doszło w XVII, a nie w XVI wieku p.n.e., dostarczyli dendrolodzy badając ślady w słojach drzew. Po odkryciu długowiecznych okazów sosny ościstej w Ameryce Północnej ustalili, iż jedyna potężna erupcja w II tysiącleciu p.n.e. miała miejsce dokładnie [!] w roku 1627 p.n.e. (ewentualnie rok wcześniej lub później). Mimo to egiptolodzy są nieugięci i nie zamierzają wywracać swojej dziedziny do góry nogami.

 

Pięć wysp

Rozerwane przez wybuch wulkanu Santorini wchodzi w skład niewielkiego archipelagu, na który składają się także cztery inne wysepki. Na trzy z nich (prócz Aspronisi) można dopłynąć w ramach zorganizowanych wycieczek. Koszt sześciogodzinnego rejsu wynosi 27 , a czterogodzinnego (bez Thirassi) – 20 €.

 

Nea Kameni

Dosyć młoda wyspa, gdyż pochodzi z XVIII wieku n.e. Całość terenu obejmuje Narodowy Park Geologiczny, a wstęp kosztuje 3 €. Jej największą atrakcję stanowi fakt, że jest… wulkanem. Sam krater jest przysypany kamieniami, ale geolodzy zrobili w nim odwierty, aby mógł oddychać. Nea Kameni to aktywny teren sejsmiczny, na którym doszło do 6 łagodnych erupcji – ostatnia miała miejsce w 1950 roku. Wyspa jest nieustannie monitorowana, aby odpowiednio wcześniej przewidzieć ewentualny wybuch. Z poczynionych obserwacji wynika, że wewnątrz wulkanu nie zachodzą żadne istotne zmiany i pozostaje on w uśpieniu.

 

Palea Kameni

Wysepka datowana na I w. p.n.e. to atrakcja głównie dla pływaków. Z dna przy jej brzegu tryskają gorące wody siarkowe, dzięki czemu kawałek morza zabarwia się na żółto i osiąga temperaturę nawet 35 st. Aby skorzystać z takiej niecodziennej kąpieli, wskazany jest ciemniejszy strój kąpielowy. Samej wyspy w czasie zorganizowanej wycieczki się nie zwiedza.

 

Thirassia

Najstarsza z wysp, narodziła się podczas erupcji w III wieku p.n.e. Zajmuje powierzchnię 9 km2 i zamieszkuje ją ok. 270 osób. Tuż przy porcie znajduje się kamienista plaża z krystalicznie czystą wodą oraz mnóstwo knajpek. Wejście na górę to poważna wspinaczka głównie w celu podziwiania widoków i obejrzenia tego, jak wygląda miasteczko. Panuje tu błoga cisza i nie tak łatwo trafić na kogoś miejscowego. Wszyscy są chyba na Santorini :)

 

Akrotiri – greckie Pompeje

Santorini pomimo swoich niewielkich rozmiarów jest miejscem, które usatysfakcjonuje miłośników archeologii i historii ze względu na dwa interesujące stanowiska archeologiczne oraz dwa muzea. Największe zainteresowanie budzi zasypane wulkanicznymi popiołami minojskie miasto w Akrotiri sprzed 5 tysięcy lat. Założyli je przybysze z Azji Mniejszej, którzy byli bardzo zaawansowani technicznie i posiadali rozległą wiedzę na temat zjawisk sejsmicznych. Skąd ta teza? Już sam wybór miejsca na osiedlenie się wskazuje, że wiedzieli, co oznacza sąsiedztwo wulkanu. Po drugie, mieszkańcy przewidzieli jego erupcję i zawczasu zdążyli opuścić wyspę. Wiemy to stąd, że na terenie wykopalisk nie odnaleziono żadnych szczątków ludzkich.

W mieście mogło żyć nawet 30 tys. mieszkańców, którzy zamieszkiwali przestronne dwu- lub trzykondygnacyjne domy. Największe z nich miały nawet pięć pięter. Domy ozdabiano kolorowymi freskami i wymyślnymi meblami. Niektóre z nich były wyposażone nawet w windy napędzane na dole kołem przez człowieka, a także toalety z systemem kanalizacyjnym.

Podczas erupcji starożytne Akrotiri zostało przysypane 20-metrową warstwą popiołu. Odkrył je grecki archeolog Spyridon Marinatos dopiero w 1967 roku. Do dziś odsłonięto jedynie niewielki fragment dawnego miasta, które zajmowało aż 20 ha. Prace archeologiczne odbywają się na oczach zwiedzających, co jest dodatkową atrakcją.

Inną, choć dość złowrogą ciekawostką, jest fatum krążące nad wykopaliskami. W 1974 roku na profesora Marinatosa zawalił się strop, w wyniku czego poniósł śmierć. Natomiast w 2005 roku konstrukcja chroniąca wykopaliska runęła na grupę turystów, z których jedna osoba zginęła, a kilka zostało poważnie rannych. Po tym zdarzeniu na kilka lat zamknięto dostęp do parku archeologicznego, aby przeprowadzić niezbędne prace modernizacyjne. Ich wynikiem jest nowoczesne zadaszenie wraz z systemem ścieżek i zabezpieczeń, które kosztowało ponad 30 mln €. Dzięki temu zwiedzanie kompleksu jest przyjemne nawet w czasie żaru lejącego się z nieba.

  • Bilet wstępu: 12 €
  • Bilet łączony: Starożytna Thira, Akrotiri i Muzeum Prehistoryczne: 15 € (ważny 3 dni)

 

Wielu turystów narzeka, że wykopaliska są rozczarowujące. Prace archeologiczne wciąż trwają i jedyne, co można oglądać, to gruba warstwa popiołu i ściany budynków. Choć ma to pewną dozę niepowtarzalności. Nie codziennie można oglądać tak świeże wykopaliska.

 

Większość zachowanych fresków i przedmiotów przeniesiono do Muzeum Prehistorycznego w Firze.

 

 

Dużą atrakcją, której nie mają nawet Pompeje, jest wizualizacja najsłynniejszego domu w starożytnym Akrotiri. Dzięki nowoczesnej technologii możemy zajrzeć do wszystkich pomieszczeń.

 

Antyczna Thera

Starożytne miasto zostało założone przez osadników ze Sparty na wysokości 360 m n.p.m. Ze względu na jego położenie na wzgórzu, zwiedzanie może być utrudnione z powodu silnego wiatru. Ja trafiłam akurat na bezwietrzną pogodę. Można się tu dostać samochodem lub na piechotę. Do starożytnej Thery prowadzi tzw. antyczny trakt od strony miasta Kamari, który w rzeczywistości nie jest oryginalny. Na górę łatwo dojść także z miasta Perissa. Ja weszłam tradycyjnym szlakiem, a zeszłam do Perissy. Niezależnie od opcji, którą wybierzecie, potrzebny jest zapas wody i przynajmniej minimalna kondycja.

Miasto powstało w IX wieku p.n.e. i dotrwało do końca XIII wieku. Jego rozkwit przypadł na czasy panowania Ptolemeuszy, czyli od 300 do 150 roku p.n.e., kiedy z uwagi na strategiczne położenie stało się egipską bazą marynarki wojennej i siedzibą garnizonu. Z tego okresu pochodzą pozostałości egipskich sanktuariów Izydy, Serapisa i Anubisa. Zachowane ruiny mają prócz tego korzenie hellenistyczne, rzymskie i bizantyjskie. Do obejrzenia jest m.in. agora, teatr, termy, sklepy, gimnazjon, liczne świątynie, domy i grobowce. Nekropolie Thery ciągnęły się po obu stronach zbocza, więc mijamy je, wchodząc zarówno od strony Kamari, jak i Perissy. Ale spokojnie, nie czujemy się jak na cmentarzysku. Wręcz przeciwnie – groby łatwo przeoczyć.

Może nie są to zbyt dobrze zachowane i opisane ruiny, ale widoki z góry (w tym na lotnisko, wybrzeże i oba miasta) wynagradzają wysiłek. Mnie się podobało.

  • Bilet wstępu: 6 €
  • Bilet łączony: 15 € (ważny 3 dni)

 

Antyczny trakt i widoki na górze

 

Widok na miasto Kamari

 

Ruiny w starożytnej Therze

 

Uwaga, wytężamy wzrok! Kto widzi wyrytego ptaka (zdjęcie pierwsze) i twarz mężczyzny (zdjęcie drugie)? Niespotykane, że te przedstawienia nie zostały zabrane do muzeum, tylko można je oglądać w historycznym położeniu.

 

4 thoughts on “Zaginiona Atlantyda? Archeologiczna przeszłość Santorini

  • 09/11/2020 at 00:17
    Permalink

    Świetny wpis. Mnóstwo wiedzy! Przyda mi się, gdy wybiorę się na Santorini. Po pandemii :) Pozdrawiam, B.Son.

    Reply
    • 09/11/2020 at 00:20
      Permalink

      Dziękuję za komentarz i trzymam kciuki za podróż na Santorini. Niełatwo się pisze takie wpisy pełne wiedzy i ciekawostek. Najpierw trzeba przeczytać kilka lub kilkanaście innych artykułów.

      Reply
      • 09/11/2020 at 00:26
        Permalink

        Tym bardziej jestem pod wrażeniem. Trafiłem tu przypadkiem i nie mogę się oderwać. Pozdrawiam! :)

        Reply
  • 10/11/2020 at 12:56
    Permalink

    Bardzo przydatny wpis. Na pewno przyda się na kolejne wyprawy :) Pozdrawiamy!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *