Santiago. W stolicy chilijskiej rewolucji

santiago

Kilka tygodni przed moim wylotem do Santiago całe Chile wrzało. Światowe media obiegły zdjęcia z milionowych demonstracji, pisano również o spalonych stacjach stołecznego metra. Ludzie wyszli na ulicę, by powiedzieć dość korupcyjnym rządom i nierównościom społecznym. Pretekstem do wybuchu stała się podwyżka cen biletów na podziemną kolejkę w Santiago z 800 na 830 pesos. Niby niewiele, ale to wystarczyło. Po Armenii po raz kolejny jechałam w sam środek społecznej rewolucji.

 

Z perspektywy czasu już wiemy, że rewolucja chilijska nie pożarła swoich dzieci i zakończyła się happy endem. 25 października 2020 roku odbyło się referendum, w którym 78% Chilijczyków poparło zmiany w konstytucji obowiązującej od czasów generała Pinocheta. Drugie pytanie, jakie zadano głosującym, brzmiało: Kto ma nowy akt opracować? Znowu przytłaczająca większość odpowiedziała, że konstytucja powinna był napisana przez osoby wybrane w ramach powszechnego głosowania, a nie przez członków Parlamentu.

 

Społeczny wymiar metra

Z początku nic nie wskazywało, że rewolucja chilijska skończy się pozytywnie. Kraj znany jest z silnych ruchów lewicowych i anarchistycznych, którym postawy koncyliacyjne są raczej obce. W efekcie protesty społeczne przybrały bardzo gwałtowną formę. Niszczono mienie publiczne (spalono w sumie 19 stacji metra, wyrywano sygnalizację świetlną, dewastowano autobusy), kościoły oblewano farbą i malowano na nich antyklerykalne hasła, niszczono też pomniki i zabytki, podpalano sklepy. Odpowiedź policji okazała się równie brutalna, w całym kraju zginęło kilkunastu protestujących. Niemal codziennie na ulicach Valparaíso i Santiago czuć było drażniącą woń gazu łzawiącego.

Jak wspomniałam, wszystko zaczęło się od podwyżki cen biletów na metro. Ten środek komunikacji odgrywał i odgrywa niebagatelną rolę w stolicy Chile. Za czasów Pinocheta funkcjonował dzięki stosunkowo drogim biletom, które nawet obecnie potrafią zabrać nawet 1/3 pensji przeciętnego Chilijczyka. Stąd wprowadzenie różnych stref czasowych poza i w czasie szczytu, które mają zróżnicować ceny i umożliwić korzystanie z kolejki nawet mniej zamożnym mieszkańcom. A ci posiadają swoje domy głównie na przedmieściach, gdzie transport publiczny jest bardzo skąpy. Więc metro pozostaje jednym z niewielu luksusów, do których mają dostęp.

Podziemna kolej w Santiago jest najbardziej egalitarnym środkiem transportu, w którym spotkamy zarówno klasę wyższą, jak i lokalną biedotę. Składa się z 6 linii i 136 stacji, dzięki czemu jest drugim pod względem wielkości i długości systemem metra w Ameryce Łacińskiej, ustępując tylko Meksykowi. Chilijczycy mogą więc czuć dumę z powodu tak nowoczesnej infrastruktury. Dużo częściej czują jednak wściekłość. Przez dziesięciolecia miliony pesos przeznaczano właśnie na rozwój metra, a nie inne, bardziej palące społeczne problemy.

 

Dla znających hiszpański – postulaty protestujących, przede wszystkim socjalne. „Merecemos” znaczy „zasługujemy”. Punkt pierwszy głosi: godna starość, co jest wymierzone w niewydolny system emerytalny.

 

Spalony hotel Mercure, pomazane: front Muzeum Sztuk Pięknych, brama kościoła i pomnik

 

A tak wyglądały ulice w centrum Santiago po 19. Wszystko zamykało się na cztery spusty, by nie padło ofiarą wandali.

 

Plaza Italia, czyli centrum chilijskich protestów. Atmosfera pikniku miesza się z potrzebą zadymy. Wśród protestujących przeważają ludzie poniżej 30. roku życia.

rewolucja chilijska w santiago

 

 

Baner wzywający do referendum konstytucyjnego

 

Smutny obrazek z ulic Santiago i naoczny przejaw tutejszej biedy – sprzedaż uliczna.

 

Chilijskie Muzeum Sztuki Prekolumbijskiej

Na szczęście protesty nie zdominowały mojego pobytu w stolicy Chile. Gdyby nie sklepy i restauracje zamykane już o godzinie 19 oraz część wyłączonych z użytku ulic, miasto funkcjonowałoby w swoim normalnym trybie. Muzea były otwarte dla turystów, co szczególnie mnie ucieszyło. To była moja pierwsza wizyta w kraju latynoamerykańskim, a tym samym pierwsze zetknięcie się z lokalną sztuką i tradycją. Kolekcja zebrana w Chilijskim Muzeum Sztuki Prekolumbijskiej jest naprawdę bogata. Sam budynek to dawny neoklasycystyczny pałac, jeden z najpiękniejszych w mieście.

Co ciekawe, ten jeden z największych zbiorów sztuki prekolumbijskiej na świecie ma swoje źródło w kolekcji rodzinnej Sergio Larraína García-Moreno, lokalnego architekta. Wykształcenie zdobył w Europie, a następnie przez wiele lat podróżował po obu Amerykach, gdzie zachwycił się kulturą rdzennych mieszkańców. Pragnął ją zrozumieć, dlatego rozpoczął kolekcjonowanie ich dzieł sztuki. Przez 50 lat wybierał najróżniejsze przedmioty prekolumbijskie, kierując się jednym podstawowym kryterium. Chodziło o to, aby ich estetyka wywoływała emocje podobne do tych opisanych przez Dürera, gdy zobaczył na dworze Flandrii meksykańską biżuterię.

  • Wstęp: 8.000 CLP, 4.000 CLP studenci
  • Dojazd: stacja metra Plaza de Armas

santiago muzea

 

Wzgórza Santiago

Santiago otacza pierścień pięciotysięczników, co w czasie dogodnej pogody zapewnia nieprzeciętne wrażenia widokowe. Niestety, miasto często przykryte jest smogiem, więc potęga pobliskich Andów tkwi w ukryciu. Ale nie tylko najbliższa okolica jest górzysta, również samo miasto posiada kilka wzgórz, które uważam za jedną z jego największych atrakcji.

Zacznę od położonego w samym centrum Cerro Santa Lucía, wysokiego na 629 m. Wcześniej nosiło nazwę Huelén (co oznaczało „ból), a wzięło się w tym miejscu jako pozostałość wulkanu sprzed 15 mln lat! To na tym wzgórzu 13 lutego 1541 roku, czyli w dzień pamięci św. Łucji z Syrakuz, hiszpański konkwistador Pedro de Valdivia nadał miastu nazwę Santiago del Nuevo Extremo. Obecnie znajduje się tu przepiękny park, który – choć otoczony ruchliwymi ulicami – stanowi oazę spokoju. Znajdziemy w nim południowoamerykańskie gatunki flory, ciekawe rzeźby, zamek, ale przede wszystkim urokliwą panoramę Santiago. Muszę przyznać, że miasto się mi podobało, przynajmniej w swojej centralnej odsłonie. Pomieszanie XIX-wiecznych budynków ze współczesnymi, szklanymi wieżowcami przedstawiało zadziwiającą harmonię.

 

Tak jak Cerro Santa Lucía to ulubione miejsce spacerowiczów, tak Cerro San Cristóbal upodobali sobie przede wszystkim kolarze. Wjazd na samą górę wymaga ogromnej kondycji i jest najlepszym możliwym treningiem. Na szczyt kursuje też kolejka, ale ja rekomenduję pieszą wspinaczkę (ok. 50 min.), dzięki której można podziwiać zachwycające widoki. Charakterystycznym punktem wzgórza jest mierzący 22 metry wysokości biały pomnik Najświętszej Maryi Panny, który jest częścią sanktuarium niepokalanego poczęcia. To w nim w 1987 roku modlił się papież Jan Paweł II w czasie swojej wizyty w Santiago. Cerro San Cristóbal mierzy 880 m i jest drugim najwyższym punktem Santiago po Cerro Renca. Otoczone przez inne wzniesienia i tereny zielone tworzy największy park w Chile o powierzchni 722 hektarów.

santiago góry

 

A po drodze na górę taka ciekawostka przyrodnicza

 

Inne ciekawe miejsca Santiago

Costanera Center – najwyższy wieżowiec nie tylko w Chile, ale w całej Ameryce Południowej. I nie byłoby w tym nic szokującego, gdyby nie fakt, że Chile jest jednym z najbardziej sejsmicznych regionów świata, więc budynki powinny być jak najniższe. Wiele bloków mieszkalnych ma ponad 20 pięter.

 

Plaza de Armas, czyli serce Santiago od momentu powstania miasta. Jeśli gdzieś szukać noclegu, to właśnie w tej okolicy. Plac jest otoczony palmami, z fontanną upamiętniającą libertadora Simóna Bolívara. Najbardziej słynie z tego, że robi się na nim pamiątkowe zdjęcia na zabawkowym kucyku, z których niemal wszystkie są już dość wysłużone. Wieczorami Plaza de Armas okupują prostytutki, zaś za dnia przyciąga czarnoskórych imigrantów.

santiago plaza de armas

 

Ciekawostką Plaza de Armas, który jest też gastronomicznym centrum Santiago, są przykładowe dania wystawione w witrynach. Nie wiem, czy to plastikowe modele, bo wyglądały jak prawdziwe.

 

Namiastka Nowego Jorku w centrum Santiago. Okolice Plaza de Armas. Choć nie znajdziemy w stolicy Chile wielu zabytków, to warto mieć otwarte oczy na wiele architektonicznych detali w stylu secesji lub art déco.

  

 

Pałac Prezydencki (Palacio de la Moneda) w czasie protestów był szczelnie otoczony bramkami i chroniony przez wojsko. To w nim w 1973 roku doszło do wojskowego zamachu stanu (wspieranego przez CIA), w wyniku którego ówczesny prezydent Salvador Allende popełnił samobójstwo. Następnie rządy objął generał Pinochet, zaprowadzając w kraju juntę wojskową.

 

Dzielnica brazylijska (Barrio Brasil) umożliwia podróż w czasie. Zwana jest też dzielnicą historyczną ze względu na swoje historyczne zabudowania. Dziś cieszy się niezbyt dobrą reputacją po zmroku, ale za dnia warto powłóczyć się po jej zakamarkach, by trafić na piękne rezydencje niemal w angielskim stylu. Miniecie ją po drodze do Muzeum Pamięci i Praw Człowieka.

 

Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak wyglądało Chile w czasie dyktatury Augusto Pinocheta w latach 1973-1990, to Muzeum Pamięci i Praw Człowieka jest ku temu najlepszym miejscem. Choć znaczna część ekspozycji jest tylko w języku hiszpańskim, to zebrane zdjęcia i filmy są na tyle wstrząsające, by dobrze przekazać grozę tamtych czasów nawet osobom niehiszpańskojęzycznym. Budynek oddano do użytku w 2010 roku i ma bardzo ciekawą konstrukcję. Wstęp darmowy.

 

Naprzeciwko muzeum znajduje się piękny park Quinta Normal, w którym ulokowało się też kilka muzeów. Ja polecam Muzeum Narodowe Historii Naturalnej, do którego wstęp jest darmowy. Szczególnie ciekawe są w nim zwierzęce przedstawienia gatunków występujących Chile – od Patagonii po Atakamę, w zainscenizowanych miejscach ich występowania.

Listopad 2019 r.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *