Salar de Uyuni. Pustynia bez piasku

salar de uyuni

Salar de Uyuni to obok kompleksu Angkor miejsce, z którego przed laty oglądałam mnóstwo zdjęć, ale nigdy nie przypuszczałam, że zobaczę je na własne oczy. Największe na świecie solnisko, które na kilka tygodni w roku zamienia się w gigantyczne lustro odbijające przepiękne, kłębiaste boliwijskie chmury. Ja trafiłam na nie w okresie suszy, która również ma swoje plusy. Daje przede wszystkim możliwość zobaczenia Isla Incahuasi, czyli wyspy porośniętej ogromnymi kaktusami.

 

Ktoś powie – przecież to tylko sól. Ogrom soli rozciągający się na powierzchni ponad 10 500 km². Zebrała się w takiej ilości, że widać ją z kosmosu. Ale to nie jest po prostu sól, ot tak rozrzucona, jakbyśmy otworzyli milion paczek zakupionych w sklepie. Ona przybiera niespotykane kształty, układając się w sześciokątne płytki solne, niemal doskonale równe, niczym zaprojektowane przez Leonarda da Vinci. A skąd ta sól się tu w ogóle wzięła? Z wody! Salar de Uyuni to pozostałość po wyschniętym słonym jeziorze położonym na wysokości ponad 3600 m n.p.m.

Co roku w porze deszczowej solnisko pokrywa się wodą na kilka tygodni, zamieniając się w płytkie jezioro odbijające niebo niczym największe lustro świata. Następnie, w porze suchej, pod wpływem intensywnego parowania z wody wytrącają się związki mineralne powodujące silne zasolenie podłoża. Szacuje się, że soli jest tu 10 miliardów ton, z czego rocznie wydobywa się i przetwarza w miejscowości Colchani 25 tysięcy ton. Czysta sól z Salar de Uyuni nie nadaje się do bezpośredniego spożycia, lecz musi wpierw zostać poddana obróbce i uzupełniona o jod. Ale to niejedyne chemiczne bogactwo tego terenu. Pod boliwijskim solniskiem znajduje się od 50 do 70% światowych zasobów litu, który stosuje się m.in. w smartfonach, laptopach i silnikach aut elektrycznych.

salar de uyuni boliwia

 

Sól gotowa do spożycia

 

Pora na Salar de Uyuni

Kiedy jest najlepszy czas na odwiedzenie solniska? Lustro wody pojawia się z reguły w lutym, ale anomalie pogodowe mogą spowodować większą ilość wody wcześniej lub przynieść zupełną suszę. Nie wierzcie informacjom z przewodników, w których można przeczytać, że cienka warstwa wody pokrywa Salar de Uyuni już od listopada. Ja odwiedziłam solnisko właśnie wtedy i trafiłam na białą warstwę soli, pięknie mieniącą się w boliwijskim słońcu.

Przy wyborze odpowiedniej pory przyjazdu musimy zdecydować, na czym bardziej nam zależy, gdyż nie możemy mieć wszystkiego. Zrobimy niezapomniane zdjęcia z lustrzanym odbiciem, ale nie przejedziemy całego Salar de Uyuni, tylko niewielką jego część. A przede wszystkim nie zobaczymy fantastycznej wyspy kaktusowej. Wszystko dlatego, że boliwijscy kierowcy boją się popsuć swoje terenowe Toyoty, którym zaszkodziłaby słona woda.

Którą opcję wybrać? Ja zamierzam wrócić na Salar raz jeszcze, w lutym. Właśnie dla tych pięknych zdjęć z lustrzanym odbiciem.

 

O wschodzie słońca na Salar de Uyuni jest naprawdę zimno. Wraz z upływem godzin, gdy słońce coraz bardziej świeci nam nad głową niczym lampka, robi się wręcz gorąco. Dlatego warto mieć pod ręką coś na głowę i krem z filtrem.

 

Atrakcje Salar de Uyuni

Isla Incahausi

To miejsce, które trudno sobie wyobrazić pośrodku połaci soli, gdzie warunki życia są ekstremalnie trudne. A jednak, nawet wśród białych kryształków wyrosła zielono-brązowa wyspa. W języku keczua nazwa Incahausi oznacza „Dom Inków”. Swój kolor zawdzięcza setkom smukłych kaktusów, z których największe okazy przekraczają 10 metrów wysokości. Liczą sobie ponad 100 lat i rocznie rosną o 1 cm.

Skąd wyspa pośrodku solniska? Jest ona pozostałością starożytnego wulkanu, który został zatopiony około 40 tysięcy lat temu, gdy obszar ten był częścią gigantycznego jeziora. Wśród jej budulców znajduje się również koralowiec, co stanowi kolejny dowód na obecność akwenu na tym terenie.

Zanim wyspę zaczęli okupować turyści, a przewodnicy parkować przed nią terenowe Toyoty, stanowiła schronienie i miejsce odpoczynku dla okolicznej ludności, która przemierzała Salar de Uyuni. Solnisko było bowiem naturalną drogą łączącą Peru z Boliwią.

Wstęp na wyspę jest płatny i wynosi 30 bolivianos.

Isla Incahausi salar de uyuni

Isla Incahausi

 

Cmentarzysko pociągów

Na obrzeżach Salar de Uyuni i miasta Uyuni znajdziemy krajobrazy niczym z filmu „Mad Max”. A to za sprawą cmentarzyska pociągów złożonego z lokomotyw i wagonów w różnych stadiach rozkładu, które stanowi ciekawy plener fotograficzny. W przeszłości Uyuni było węzłem transportowym dla pociągów przewożących minerały z terenu Boliwii do ​​portów nad Oceanem Spokojnym. Linie kolejowe zostały zbudowane przez brytyjskich inżynierów przybyłych tu pod koniec XIX wieku.

Prace rozpoczęto w 1888 roku, a zakończono 4 lata później. Projekt sieci kolejowej był oczkiem w głowie ówczesnego prezydenta Boliwii Aniceto Arce, który wierzył, że dzięki dobremu systemowi transportu kraj się rozwinie. Niestety kolej była nieustannie sabotowana przez rdzennych Indian Aymara, którzy odbierali ją jako pogwałcenie ich dotychczasowego trybu życia. Z pociągów korzystały zresztą jedynie firmy wydobywcze, a nie zwykli mieszkańcy. W latach 40. XX wieku nastąpił upadek górnictwa, częściowo z powodu wyczerpywania się kopalin. Wiele pociągów zostało porzuconych, a część z nich utworzyła cmentarz pod Uyuni.

 

Zabawa z perspektywą

Odwiedziny Salar de Uyuni w porze suchej mają jeszcze jeden mocny atut – możliwość robienia zdjęć z optycznymi oszustwami. Co prawda będzie to możliwe też w przypadku występowania lustra wody, ale wówczas pole manewru jest ograniczone. Nie można się na przykład położyć, chyba że komuś nie przeszkadza zmoczone ubranie. Krajobraz solniska jest całkowicie płaski, tworząc nieskończony horyzont i dając możliwość robienia różnego rodzaju szalonych zdjęć.

Jeśli myślicie, że nigdy nie zgodzicie się na udawanie ucieczki przed gumowym dinozaurem lub bycia zjadanym przez olbrzyma-ludożercę, to atmosfera Salar de Uyuni pozbawi Was wszelkich ograniczeń. Ta rozległa, pusta, biała przestrzeń jest niesamowita. Człowiek traci głowę, wszelkie hamulce puszczają i po prostu chce się cieszyć tym miejscem.

Mój fantastyczny przewodnik – Mijael, zadbał o to, aby nasza grupa miała niezapomniane pamiątki z Salar de Uyuni. Zorganizował dla nas sesję zdjęciową, a nawet nagrał kilka filmików według własnego pomysłu. Dla niego to żmudna codzienność i nie musiał proponować aż tylu zróżnicowanych póz. Ale naprawdę mu się chciało. Efekt jego działań możecie obejrzeć poniżej.

Listopad 2019 r.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *