Majorelle – ogród wizualnych rozkoszy w Marrakeszu

Majorelle – ogród wizualnych rozkoszy w Marrakeszu

Marrakesz ma pewien magiczny zakątek. I nie chodzi mi o Plac Jemma el-Fna, na którym zaklinacze węży wykonują kuglarskie sztuczki. W północno-zachodniej części miasta, z dala od mediny i gwarnego centrum, za niepozornym murem kryje się „tajemniczy ogród” – Majorelle. Wypełniony feerią barw i egzotyczną roślinnością zupełnie nie przystaje do skąpanej w słońcu, pustynnej okolicy.

 

Jego twórcą nie był żaden doświadczony ogrodnik, bo w swej fachowości i oddaniu sztuce botanicznej nie mógłby się porwać na tak wielką ekstrawagancję. Pomysł na ogród jak z bajki zrodził się w głowie francuskiego malarza – Jacques’a Majorelle. Dzisiaj właściwie mało kto zna jego obrazy, za to ogród jego imienia odwiedzają codziennie setki zwiedzających. Majorelle po kilku wizytach w Marrakeszu postanowił się tu osiedlić i kupić ziemię, co też uczynił w 1924 roku. Następnie przez ponad 20 lat poświęcił się stworzeniu miejsca kompletnie odrealnionego, które dawałoby nie tylko wytchnienie od letnich upałów, ale przenosiłoby odwiedzających w zupełnie inny wymiar. W 1947 roku ogród Majorella został otwarty dla publiczności (obecnie cena wstępu to 50 Dh).

To, co od razu zwraca w nim uwagę, to intensywny kobaltowy błękit. Stworzył go sam Majorelle, który postanowił pomalować nim nie tylko ściany swojej modernistycznej willi, ale także pozostałe elementy ogrodu, w tym wielkie donice. Kolor niebieski jest kolorem rdzennej ludności Maroka, czyli Berberów. Został zestawiony z kolejną przypisaną Maroku barwą – cytrynową żółcią. Całość tworzy bardzo energetyczne, wręcz surrealistyczne połączenie. A przecież to jedynie tło dla wyjątkowej roślinności, która porasta ogród.

Możemy w nim oglądać gatunki z pięciu kontynentów i choć wszystko zostało skrupulatnie przemyślane i nie ma w rozlokowaniu poszczególnych roślin żadnej przypadkowości, to efekt jest bardzo naturalny i nie przytłaczający. Nawet ktoś będący kompletnym botanicznym laikiem dostrzeże piękno i ogrom pracy, jaką włożył Majorelle w zaprojektowanie ogrodu. Strzeliste palmy i zadziwiające kształtami kaktusy są jego najbardziej charakterystycznym elementem. Nie brakuje też oczek wodnych, w których odbija się roślinność, oraz licznych ławeczek, na których przysiadają zakochani.

ogród majorelle marrakesz

 

Perfumowa inspiracja

Po śmierci Majorelle’a w 1962 roku ogród stopniowo popadał w ruinę, a lokalni deweloperzy zacierali ręce, szykując się na przejęcie atrakcyjnego terenu. Na szczęście postanowił go zakupić inny wizjoner i człowiek oddany sztuce – Yves Saint Laurent. Wraz ze swoim życiowym partnerem Paulem Bergé przywrócił mu świetność i powołał specjalną fundację, która się nim opiekuje. Podobno bajkowa atmosfera ogrodu oraz samego Marrakeszu zainspirowała projektanta do stworzenia słynnych perfum Opium.

Choć nie osiedlił się tu na stałe, bywał w marokańskiej posiadłości bardzo często, przygotowując w niej kolejne kolekcje. Czuł się z tym miejscem na tyle związany, że po śmierci w 2008 roku jego prochy zgodnie z życzeniem rozsypano na terenie ogrodu. Umieszczono w nim też skromny obelisk w postaci rzymskiej kolumny przywiezionej z Tangeru, na którym wyryto nazwisko i lata życia Saint Laurenta. Ponadto ulica, przy której znajduje się ogród Majorelle, od 2010 roku nosi jego imię.

 

Ta niezwykła oaza zieleni znajduje się na liście najsłynniejszych miejsc w Marrakeszu. A co za tym idzie, odwiedza ją bardzo dużo turystów i trudno trafić na moment, gdy jest ich na tyle niewielu, że nie przeszkadzają kontemplować jej atmosfery. Ja akurat wybrałam się do ogrodu w deszczowy dzień, który skutecznie odstraszył wielu chętnych i w czasie mojej wizyty była tu tylko garstka odwiedzających. Miejsce jest bez wątpienia zachwycające, choć dość niewielkich rozmiarów. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co tu się dzieje w szczycie sezonu. Część wizytatorów pozostawiła po sobie trwałe ślady, umieszczając swoje podpisy na roślinach. Wiele z nich jest okaleczonych i oszpeconych przez te turystyczne bazgroły. Dobrze, że Majorelle tego nie widzi, bo zamknąłby swój przybytek na cztery spusty.

 

Dojazd i powrót z Majorelle

Popularną formą dojazdu do ogrodu jest wzięcie dorożki. Jako alternatywę mamy wyłącznie petit taxi lub własne nogi, bo w okolicy nie ma żadnego przystanku autobusowego. Ja w jedną stronę pojechałam taksówką (kurs 20 Dh), a w drodze powrotnej postanowiłam trochę pozwiedzać nieturystycznej części Marrakeszu. Na ślepo, bez żadnej mapy ruszyłam więc przed siebie, licząc jak zwykle na mój podróżniczy fart. A ten okazał się połowiczny. Poszłam główną ulicą w odwrotnym kierunku, z którego przyjechałam, by następnie znaleźć się na jakichś odludnych i zapuszczonych uliczkach, które w końcu zaprowadziły mnie do wielkiego skrzyżowania. Wtedy wiedziałam, że jestem prawie uratowana.

Teraz jedynym wyzwaniem było podjęcie decyzji, w którą stronę iść, bo w okolicy nie znajdowały się żadne znaki. Tym razem mój zmysł orientacji mnie kompletnie zawiódł i obrałam nieodpowiedni kierunek. Po 50 minutach wędrówki przez komercyjne i gwarne serce Marrakeszu, mijając kolejne drogie kawiarnie, restauracje i sklepy znane z Zachodniej Europy, stwierdziłam, że jednak kogoś zapytam, czy zmierzam w stronę Jemma el Fna. Dwie miłe panie powiedziały, że muszę zawrócić, dodając jednocześnie, że to bardzo daleko i lepiej wziąć taksówkę. Odpowiedziałam, że to nie szkodzi i ruszyłam w drogę powrotną. W ten sposób nieopatrznie zwiedziłam pieszo pół miasta.

ogród majorelle

majorelle marrakesz

Grudzień 2014 r.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.