Leopold II – belgijski arcyoszust i jego zbrodnie w Kongu

Leopold II – belgijski arcyoszust i jego zbrodnie w Kongu

Będzie to opowieść o człowieku, który oszukał wszystkich: swoich współpracowników, poddanych, przywódców innych państw, opinię publiczną, a na końcu własną rodzinę. To jeden z najbardziej przedsiębiorczych, chciwych i przebiegłych ludzi, jacy zapisali się na kartach historii. A ta w jego przypadku została wyjątkowo wybielona. Król Leopold II, władca Belgii, miał tylko jedno marzenie: posiąść kolonię. I nie spoczął, póki celu nie osiągnął.  

 

Swoje zainteresowanie skierował na środek afrykańskiego kontynentu – Kongo. Nie miał zbyt dużego wyboru, bowiem reszta świata była już zajęta przez Francuzów, Brytyjczyków, Hiszpanów, Rosjan i Holendrów. W owym czasie tereny Konga były ledwo znane i mało kto o nie zabiegał, choć Francuzi zaczynali powoli tam węszyć. Leopold II, jako król niewielkiego kraju o niezbyt dużym znaczeniu na arenie europejskiej, musiał znaleźć dobry powód do zajęcia afrykańskich ziem. Nie mógł ich po prostu kupić, bo żadne nie były na sprzedaż. Musiał je zdobyć w zupełnie inny sposób. Chęć nawracania niewiernych i szerzenia cywilizacji była marną wymówką, więc padło na humanitarną potrzebę walki z niewolnictwem w Afryce. Tym sposobem belgijski władca zbudował swój wizerunek filantropa w oczach świata. Łatwo przekonał wszystkich, że kieruje się wyłącznie altruizmem i nie myśli o możliwych zyskach.

 

Leopold II – portret oszusta

Skąd ta obsesyjna potrzeba posiadania kolonii? Z jednej strony była to chęć nieodstawania od europejskiej czołówki. Leopold II w żadnym razie nie był władcą drugoligowym. Z pochodzenia Niemiec, był spokrewniony z brytyjską rodziną królewską. Na jego nieszczęście, do rządzenia przypadł mu niewielki i mało znaczący kraik. Pogardzał połową swoich poddanych, którzy byli rolnikami i mówili po flamandzku. Nigdy nie nauczył się ich języka i na co dzień mówił po francusku i niemiecku. Jego wybujałe ambicje i przekonanie o własnej wielkości pozostawały niezaspokojone w granicach Belgii.

Z drugiej strony jego życie rodzinne było pasmem porażek – ożenił się bez miłości i wręcz nienawidził żony, jego ukochany syn w wieku 9 lat utopił się w stawie, a do trzech córek przestał się odzywać, by przed śmiercią je wydziedziczyć. Swoje niepohamowane skąpstwo objawił nawet w tak tragicznych okolicznościach jak pogrzeb syna. Zażądał wówczas od parlamentu, aby z państwowej kasy pokrył koszty pochówku. Do niepoukładanego życia rodzinnego należy dodać liczne romanse, głównie z bardzo młodymi kochankami, do których miał słabość. Za sprawą łóżkowych ekscesów zyskał więcej przeciwników niż w wyniku afrykańskich okrucieństw, do jakich dochodziło w Kongu z jego inicjatywy.

Wielką miłością obdarzył 16-letnią Francuzkę Caroline, z którą ożenił się po śmierci żony. Był o nią na tyle zazdrosny, że wolał opóźnić godzinę odjazdu pociągu z Paryża do Brukseli, aby mogła na niego zdążyć, niż pozwolić jej zostać na noc w stolicy Francji. Na stare lata stał się hipochondrykiem, co skrzętnie wykorzystywała jego ukochana, aby mieć czas dla siebie i odseparować go od innych kobiet. Mówiła mu, że mają katar, a sama udawała kaszel. Część dochodów z kolonii szła na jej suknie, zachcianki i rezydencje.

 

Droga do zdobycia kolonii

Ucieczką od wszelkich niepowodzeń i spełnieniem życiowych ambicji miało być dla Leopolda II zdobycie kolonii. Pomógł mu w tym Henry Morton Stanley, znany z tego, że odnalazł w Afryce doktora Livingstone’a, witając go słowami „Dr Livingstone, jak mniemam?”. Stanley podawał się za Amerykanina, był sławnym podróżnikiem i wielkim odkrywcą. Pod koniec życia pisywał książki, które przyniosły mu ogromne pieniądze i jeszcze większy rozgłos. Ukrywał przed światem fakt, że tak naprawdę nazywał się John Rowlands, był z pochodzenia Brytyjczykiem, urodził się jako bękart i opuszczony przez matkę dorastał w ośrodkach wychowawczych. Ponadto panicznie bał się intymnych kontaktów z kobietami, dlatego swojego małżeństwa nigdy nie skonsumował. To on na polecenie Leopolda II kierował misją eksploracyjną w Kongu, a dzięki swojej sławie przekonał cały świat o humanitarnych pobudkach belgijskiego władcy, zjednując mu światową opinię publiczną.

Jako przykrywkę do swoich działań Leopold II powołał do życia Międzynarodowe Stowarzyszenie Afrykańskie, które miało walczyć z niewolnictwem i sprzedażą Afrykanów przez Arabów. Zorganizował też międzynarodową konferencję odkrywców i geografów. W tym samym czasie w Afryce Stanley z rozkazu króla zaczął podpisywać traktaty pokojowe z lokalnymi wodzami. Przekazali oni Stowarzyszeniu wszystkie tereny oraz drogi rzeczne i lądowe, a na dodatek zgodzili się wspierać go pracą. Od tej chwili prawo pobierania ceł, prawo do polowań, połowów i eksploatacji lasów były wyłączną własnością Stowarzyszenia, czyli de facto samego Leopolda. Teraz najważniejszym celem było zalegitymizowanie tego stanu posiadania przez resztę świata.

Tym razem pomocnikiem Leopolda był amerykański arystokrata i przedsiębiorca generał Stanford. To on przekonywał Amerykanów, że będą mieć możliwość kupowania ziemi w Kongu, a amerykańskie towary będą zwolnione z opłat celnych. Gdy przyszła pora na podpisanie porozumienia i tym samym uznanie roszczeń Leopolda wobec Konga, przedstawiony traktat został odpowiednio zredagowany i usunięto z niego wzmiankę o belgijskim monopolu handlowym w kolonii. Co więcej, Stanford w czasie lobbowania w Waszyngtonie rozdawał dokumenty, które mieszały nazwy Międzynarodowego Stowarzyszenia Konga i Międzynarodowego Stowarzyszenia Afrykańskiego. To drugie już wówczas nie istniało, ale pamiętano o jego dobroczynnej misji. Jednak umowa handlowa dotyczyła Międzynarodowego Stowarzyszenia Konga należącego do Leopolda II.

Kolejnym państwem, które poparło belgijskiego władcę, była Francja. I tu nie obyło się bez małego oszustwa, gdyż zaproponowano Francuzom prawo pierwokupu kongijskich ziem. Ci natychmiast się zgodzili, przekonani, że robią świetny interes. Liczyli na to, że z powodu wysokich nakładów na budowę infrastruktury kolejowej w Kongu Leopold w końcu zbankrutuje i będzie musiał sprzedać swoją kolonię. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Z kolei Bismarck zgodził się uznać nowe kongijskie państwo w zamian za gwarancję wolnego handlu w Afryce oraz z powodów politycznych. Wolał, aby trafiło ono w ręce małej i słabej Belgii niż zostało przechwycone przez Francuzów. Natomiast Brytyjczycy zostali przekonani dzięki groźbie przejęcia tych ziem przez Francję zgodnie z obowiązującym prawem pierwokupu. Leopold II stwierdził, że jeśli nie dostanie całego terytorium, wycofa się z Afryki i sprzeda te ziemie.

 

Kolonialny terror i wyzysk

Za pomocą tego typu oszustw król zyskiwał poparcie kolejnych państw, przekształcając Kongo w kolonię będącą jego osobistą własnością i zarządzaną tylko przez niego. W 1885 roku ochrzcił ją mianem Wolnego Państwa Konga, które otrzymało swoją flagę i hymn państwowy. Nareszcie, w wieku 50 lat, Leopold spełnił swoje wielkie marzenie. Zdobył kolonię. I był jej jedynym właścicielem. Ale najlepsze miało dopiero nadejść i wiązać się ze światowym boomem na kauczuk, który wybuchł w latach 90. XX wieku. A Kongo znajdowało się w samym jego centrum.

W afrykańskim lesie równikowym dzikie pnącza kauczuku oplatały wysokie drzewa, które pokrywały niemal połowę Leopoldowej kolonii. Kauczuk stał się głównym towarem eksportowym z Konga i ogromnym źródłem dochodu. Aby go zebrać, nacinano pnącze nożem i zawieszano garnek, do którego spływała ciecz. Można też było przeciąć pnącze całkowicie, co dawało więcej kauczuku, ale zabijało roślinę. Ta metoda była zabroniona. Ze względu na trudność i długotrwałość zbierania tego surowca, brakowało rąk do pracy. Rozwiązaniem była praca przymusowa, a kartą przetargową – zakładnicy w postaci kobiet i dzieci porywani ze swoich domów. Przetrzymywano ich w zamkniętych obozach do chwili, aż cała wioska nie dostarczy odpowiedniej ilości kauczuku (3-4 kg w ciągu dwóch tygodni na osobę). Ale i to nie gwarantowało wolności, gdyż najpierw zakładnika trzeba było wykupić za cenę kilku kóz. Przetrzymywane osoby skąpo karmiono, a co ładniejsze kobiety padały ofiarami gwałtów.

Prócz brania zakładników inną cechą charakterystyczną Leopoldowego terroru było ucinanie dłoni. Miał to być dowód, że naboje wydawane żołnierzom i strażnikom faktycznie były wykorzystywane w celu zabicia kogoś, a nie zmarnowane na polowanie. Jednak dłonie odcinano nie tylko trupom, ale też żywym ludziom w celu zamaskowania zmarnowania naboju. Gdy sprawa z odcinanymi dłońmi wyszła na jaw, Leopold II bronił się, twierdząc, że były to nieszczęśliwe ofiary raka dłoni, którym musiano amputować kończyny w prostej, chirurgicznej operacji. Innym razem, gdy zobaczył w gazecie swoją karykaturę, na której odcina dłonie Afrykanom, stwierdził, że to absurd, bo przecież dłonie to jedyna rzecz, jakiej potrzebuje w Kongu.

 

Kukułcze jajo

Król dbał, aby jego kolonia przynosiła jak najwięcej zysków, ale w jak największej tajemnicy. Obawiał się, że belgijski rząd zażąda spłaty zaciągniętych przez niego kredytów. Leopold II postanowił wypuścić obligacje, które dawały mu niemal tyle samo dochodu, co kauczuk. Pieniądze z nich płynące bynajmniej nie szły na rozwój Konga, a na budowę lub remont królewskich pałaców i rezydencji, wznoszenie pomników lub innych dziwactw architektonicznych. Niestety, Leopold II nie miał zbyt dobrego gustu. Wiele z tych budowli oficjalnie przekazał w darze swojemu krajowi, choć w dalszym ciągu w nich bywał. Chodziło o to, aby państwo zaczęło płacić na ich utrzymanie.

W końcu Leopold II postanowił sprzedać swoją kolonię Belgii. Transakcji dokonano rok przed jego śmiercią – w 1908 roku. W zamian za Kongo rząd zgodził się przejąć długi króla, w większości pod postacią obligacji, oraz dokończyć jego wszystkie projekty budowlane. Wreszcie, wypłacono Leopoldowi 50 mln franków w dowód wdzięczności za poświęcenie się dla Konga. Trzeba przyznać, że był z niego prawdziwy mistrz interesów. Umierał parszywie bogaty i nie przejmował się tym, że zadłużył swój kraj oraz pozbawił córek środków do życia. Swoje pieniądze i rezydencje przekazał w posiadanie kilku tajnym organizacjom. Archiwa państwowe Konga spalono, aby zatrzeć wszelkie ślady działalności Leopolda. Rodzime podręczniki piszą o nim w dobrym świetle, podkreślając jego misję walki z niewolnictwem oraz wpływ na rozwój Belgii.

A jak było naprawdę? Wolne Państwo Kongo istniało 23 lata. Trudno ustalić ostateczną liczbę ofiar, jaką pochłonęły Leopoldowe rządy, ale waha się ona od 5 do 10 mln. Całe wioski grabiono i palono, jeśli nie dostarczyły odpowiedniej ilości kauczuku. Ten sam los spotykał zakładników w obozach – głównie kobiety i dzieci. Afrykanie padali też ofiarami chorób, czemu sprzyjało wyczerpanie fizyczną pracą i niedożywienie. Szerzyły się klęski głodu, a gwałtownie spadająca liczba narodzin przyczyniła się do wyludnienia kraju. Kongo było areną okrutnych zbrodni, przejawem ludzkiej chciwości i wyzysku na niespotykaną skalę. Ale nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni, co pokazała historia ludów Herero i Nama.

O tym, jak Leopoldowe rządy terroru wyszły na światło dzienne, przeczytacie tu.

 

Belgijskie ślady Leopolda II

1. Pomnik władcy w Ostendzie – ulubionym kurorcie letnim

leopold II pomnik ostenda

 

 2. Niezbyt urodziwa Leopold II Laan w Ostendzie

 

3. Za to położony przy tej drogowej arterii park imienia Leopolda II jest bardzo przyjemny.

 

4. Paleis op de Meir w Antwerpii. Przez wiele lat był odrestaurowywany, a od 2010 roku jest otwarty dla zwiedzających. To w nim na polecenie Leopolda II stworzono Lustrzaną Salę, która swoim przepychem miała wprawiać w zachwyt jego gości. Nie udało się mi do niej trafić, ale za to zajrzałam do mieszczącej się w pałacu eleganckiej restauracji i wytwórni czekolady.

 

 5. Skromnych rozmiarów park imienia Leopolda II tuż przy Parlamencie Europejskim w Brukseli

 

6. Pałac Królewski w Laeken, obecnie dzielnica Brukseli. Rezydencja Leopolda II, która była wielokrotnie przebudowywana za pieniądze płynące z kongijskiego wyzysku. Warto ją odwiedzić nie dla samego pałacu, a dla mieszczących się na tym terenie zachwycających i wyjątkowych Ogrodów Królewskich (Serres Royales). Ale uwaga – są otwarte tylko przez dwa tygodnie w roku, na przełomie kwietnia i maja. Ja się spóźniłam.

leopold II pałac w Laeken

 

7. Japońska wieża zbudowana w 1904 roku na polecenie Leopolda II. Znajduje się w parku nieopodal Pałacu Królewskiego. Mieści w sobie eksponaty dotyczące kultury japońskiej.

 

8. Tuż obok niej znajduje się Pawilon Chiński. Razem z Japońską Wieżą są częścią Muzeum Dalekiego Wschodu. Pawilon został otwarty w 1913 roku, już po śmierci Leopolda, który zainicjował jego budowę. Planował stworzyć w nim luksusową restaurację dla biznesmenów pragnących nawiązać kontakty gospodarcze z Chińczykami.

 

Polecana książka

Adam Hochschild, Duch króla Leopolda. Opowieść o chciwości, terrorze i bohaterstwie w kolonialnej Afryce, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2012.

Naprawdę gorąco rekomenduję! To jedna z najlepszych książek, jakie czytałam. Nie tylko temat jest fascynujący, ale została napisana w barwny, wciągający sposób.

 

2 thoughts on “Leopold II – belgijski arcyoszust i jego zbrodnie w Kongu

  • 19/11/2018 at 13:49
    Permalink

    Dopiero teraz trafiłem na Twojego posta z tamtego roku… No ale lepiej późno niż wcale. Byłem w Ostendzie kilka miesięcy temu i nawet zrobiłem sobie zdjęcie pod pomnikiem Leopolda, bo nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Po tym ilu ludzi ten gość wymordował, to trochę dziwne, że Belgowie nie zdecydowali się go usunąć z przestrzeni publicznej. To trochę tak jakby w Austrii lub Niemczech odnaleźć nagle pomnik Hitlera. Co kraj to obyczaj.

    Reply
    • 19/11/2018 at 14:51
      Permalink

      Problem w tym, że Belgowie nie wiedzą, co on zrobił. Został wybielony, a o jego zbrodniach mało kto słyszał.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *