Krzemieniec. Perła Wołynia i miasto Słowackiego

krzemieniec

Obu naszych narodowych wieszczów, Mickiewicza i Słowackiego, zrodziła kresowa, multietniczna ziemia. Mickiewicza polsko-litewska Grodzieńczyzna, a Słowackiego polsko-ukraińsko-żydowski Krzemieniec. Mały Julek przyszedł na świat w 1809 roku, a miasto opuścił w wieku 21 lat. Krzemieniec wielokrotnie wspominał w listach i wierszach, to tu pochowana jest jego matka Salomea. Oprócz Muzeum Słowackiego warto odwiedzić także najbardziej okazały miejski gmach – Liceum Krzemienieckie mieszczące się w XVIII-wiecznym budynku dawnego Kolegium Jezuickiego.


 
Krzemieniec uzyskał prawa miejskie w 1431 roku, stając się ważnym punktem na szlaku handlowym prowadzącym z zachodu na wschód Europy. W Krzemieńcu w czasach II Rzeczpospolitej Polacy co prawda stanowili intelektualną i urzędniczą elitę, ale w przeliczeniu na wszystkich mieszkańców było ich zaledwie 16% (dane z 1931 roku). Ponad dwa razy więcej było Żydów (36%), zaś dominowali Ukraińcy (42%).

Niemcy zaczęli mordować ludność żydowską latem 1942 rok, a symbolicznym końcem jej istnienia był pożar getta, który strawił znaczny fragment miasta. Dziś ślad po tej licznej mniejszości można zobaczyć tylko na stokach góry Czerczy, gdzie znajduje się obszerny, najstarszy na Wołyniu, cmentarz z macewami pochodzącymi nawet z XVI wieku.
 

Krzemieniec kiedyś


 

… i dziś


 

Cmentarz żydowski

 

Polska enklawa

Polacy zaczęli uciekać z Krzemieńca już w 1943 roku, gdy zaczęły się antypolskie mordy na Wołyniu organizowane przez ukraińskich nacjonalistów. Do zbrodni niestety doszło też w krzemienieckich wsiach. Kolejna fala ucieczek miała miejsce po zakończeniu II wojny światowej, gdy okazało się, że Kresy wschodnie decyzją Stalina włączono w skład ZSRR. Ale część naszych rodaków była tak związana z miastem, że postanowiła zostać. Wbrew wszystkiemu przetrwali, także kulturowo.

Do szkoły prowadzonej przez Towarzystwo Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego niedawno chodziło aż 200 osób. Wciąż stoi rzymskokatolicki kościół pw. św. Stanisława, w którym można obejrzeć piękny pomnik Słowackiego odsłonięty jeszcze za czasów II RP. W całym mieście można nawet swobodnie porozumieć się po polsku! Bardzo zasłużoną postacią dla miasta była Irena Sandecka, która po wybuchu II wojny światowej wróciła do Krzemieńca z Belgii, aby nieść pomoc polskiej ludności. Nie zdecydowała się na repatriację, pozostając tu do końca życia. Wiele energii poświęciła na starania o utworzenie w mieście Muzeum Słowackiego.
 

Kościół św. Stanisława z pomnikiem Słowackiego


 
Grób matki Słowackiego, Salomei.  Wieszcz został wpierw pochowany na paryskim cmentarzu Montmartre, ale staraniem Józefa Piłsudskiego jego prochy eksponowano i przewieziono do Polski. Spoczął w Krypcie Wieszczów Narodowych na Wawelu, obok sarkofagu Mickiewicza. Do jego grobu włożono urnę z krzemieniecką ziemią z grobu matki, wileńską z grobu ojca oraz francuską z Montmartre.

 

Mała ojczyzna Słowackiego

Nie ma pewności, czy autor Kordiana urodził się w dworku Euzebiusza Słowackiego, w którym obecnie znajduje się muzeum, czy w nieistniejącym już budynku stojącym nieopodal. Wiadomo, że wieszcz spędził tu niemal całą młodość i stąd wyruszył w świat, zostawiając matkę Salomeę. Muzeum jego imienia – jedyne takie na świecie! – zostało odnowione przy wsparciu polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i ponownie otwarte w 2004 roku. Był to jeden z największych projektów polskiego muzealnictwa poza granicami kraju.

Pierwszą wystawę poświęconą Słowackiemu zorganizowano w maju 1939 roku w 130. rocznicę urodzin wieszcza. Sprzymierzenie się Stalina z Hitlerem i marsz wojsk sowieckich na Polskę zaskoczyły muzealników, którzy w pośpiechu zaczęli ją likwidować. Dzięki szybkiej akcji ocalono m.in. rękopis Balladyny i listy Słowackiego do matki. Dziś pozostają one w polskich zbiorach, zaś o wywiezieniu rękopisu z Wołynia powstał nawet film dokumentalny.

muzeum słowackiego krzemieniec


 
Współcześnie ekspozycja jest bardzo uboga i opiera się na zabytkowych meblach oraz kopiach eksponatów przekazanych przez Muzeum Literatury w Warszawie. Do tego część cenniejszych zbiorów zdeponowano w bezpiecznym miejscu ze strachu przed atakami rakietowymi. Co prawda od wybuchu wojny Krzemieniec nie był ani razu atakowany, ale wielokrotnie nad miastem przelatywały rakiety i drony kierowane na cele we Lwowie i okolicach. Muzeum zresztą ma inną, może cenniejszą, misję do wykonania niż ta tradycyjna. To centrum kultury, które stara się odbudować relacje ukraińsko-polskie, krzewić tradycję, objaśniać historię oraz wzajemne krzywdy.

 

Zamek królowej Bony

Wokół miasta roztacza się pasmo Gór Krzemienieckich – to bardzo stare wzniesienia sięgające maksymalnie 408 m n.p.m. Niby niewiele, ale z bliska to naprawdę solidne, strome pagórki, na których zbudowano nawet skocznię narciarską (!) i tor saneczkowy. Najwyższym szczytem okolic Krzemieńca jest Góra Bony (397 m n.p.m.), na której zachowały się pozostałości kamiennego zamku. Trudno o lepsze miejsce na tego typu budowlę. Góra prezentuje wybitne właściwości obronne. Podobno miało to już znaczenie podczas wojny Bolesława Chrobrego z Rusią Kijowską w 1064 roku. Potem została ważną twierdzą Księstwa Wołyńskiego psującą krew najeźdźcom mongolskim ze Złotej Ordy.


 
Najlepsze czasy dla zamku nadeszły w pierwszej połowie XVI wieku, gdy otrzymała go królowa Bona. Był to dar od jej męża, króla Zygmunta Augusta. Bona zakochała się w pięknej okolicy i zainwestowała w przebudowę twierdzy poważne kwoty. Równolegle rozwijało się miasto położone u stóp zamku. Mąż Bony po unii lubelskiej w 1569 roku włączył Krzemieniec wraz z całym Wołyniem do Korony Polskiej.

Kres świetności zamku nadszedł wraz z najazdem kozackim w czasie powstania chmielnickiego w połowie XVII wieku. Dziś na szczycie można obejrzeć tylko szczątki bramy wjazdowej i fragmenty muru obronnego opasającego rozległy, pusty dziedziniec z wysokim masztem z łopocącą flagą Ukrainy. Wejście jest biletowane, ale na wydatek 2 zł stać każdego. Z Góry Bony jak na dłoni widać cały Krzemieniec. Wzrok przyciąga zwłaszcza monumentalny gmach dawnego Gimnazjum Wołyńskiego.

 

Wołyńskie Ateny

Z otwarciem szkoły w 1805 roku wiążą się najlepsze czasy dla miasta. Jej założycielem był Tadeusz Czacki, który dbał nie tylko o finansowanie, ale także wysoki poziom nauczania. Ściągnął elitę wykładowców z Krakowa i Wilna, na czele z Joachimem Lelewelem, Alojzym Felińskim (poeta i dramatopisarzem), Aleksandrem Mickiewiczem (bratem Adama) i Euzebiuszem Słowackim (ojcem Juliusza). Natomiast na program nauczania odpowiadał Hugo Kołłątaj. Dumą szkoły była biblioteka oparta na księgozbiorze Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz własny ogród botaniczny. Nie dziwi więc, że przedstawiciele szlachty ochoczo zapisywali tu swoje dzieci, a sami budowali w mieście wytworne dworki.

Gimnazjum Wołyńskie wyróżniało się architekturą, mieszcząc się w XVIII-wiecznym gmachu dawnego Kolegium Jezuickiego. Bardziej przypominało kościół niż szkołę. Ponadto uczniowie mogli liczyć na bardzo nowoczesne jak na tamte czasy metody nauczania – kładziono nacisk także na rozwój ich talentów i zainteresowań. W 1818 roku na mocy ukazu carskiego Gimnazjum Wołyńskie przekształcono w Liceum Krzemienieckie, które tym samym zostało drugą po Uniwersytecie Wileńskim placówką oświatową na Kresach.

 

Upadek i odrodzenie

Niestety szczęśliwe lata nie trwały długo, gdyż upadek powstania listopadowego przyniósł represje, a jedną z nich było zamknięcie Liceum Krzemienieckiego. Wielu uczniów wzięło w nim udział, a takich przejawów patriotyzmu władza carska nie wybacza. Dodatkową karą był rabunek wspaniałej biblioteki. Jednak legenda szkoły przetrwała, a do życia przywrócił ją w 1920 roku Józef Piłsudski, jednoczenie obdarowując niezwykłymi przywilejami. Otrzymała od państwa na utrzymanie znaczny majątek ziemski, przez co stała się jedną z najbogatszych, najsławniejszych i mających najwyższy poziom nauczania w całej II RP.

Dodatkowo znacznie ją rozbudowano i poszerzono o dodatkowe profile nauczania. Powstały trzy przedszkola, siedmioklasowa szkoła ćwiczeń, Seminarium Nauczycielskie, Gimnazjum, Średnia Szkoła Rolnicza, Szkoła Rzemieślniczo-Przemysłowa i Uniwersytety Ludowe. Historię rozwoju elitarnej szkoły brutalnie przerwał rok 1939. Część kadry nauczycielskiej zginęła z rąk Sowietów i Niemców, pozostali musieli uciekać.

Od wewnątrz szkoła robi równie duże wrażenie jak z zewnątrz. Ogromna sala czytelni bibliotecznej wygląda tak, jak na archiwalnych fotografiach. Zmienił się tylko księgozbiór. Dziś półki wypełnia głównie ukraińskojęzyczna literatura, która zastąpiła rosyjską. Długie korytarze z łukowymi sklepieniami, wielkie klatki schodowe, dziesiątki sal wykładowych, sale koncertowe są przesiąknięte polskimi śladami.

krzemieniec liceum


 
Ze szkolnego korytarza można wejść bezpośrednio do dawnego kościoła św. Ignacego Loyoli i Stanisława Kostki, a dziś cerkwi Przemienienia Pańskiego Patriarchatu Kijowskiego. Wnętrze jest pięknie wyremontowane i przykryte dywanami, brakuje tylko ław modlitewnych. Z gmachu cerkwi można wyjść wprost do ogrodu, z którego roztacza się piękny widok na Górę Bony.

liceum krzemienieckie

Październik 2023 r.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.