Krótki przewodnik po Włoszech

przewodnik po włoszech

Przed Wami krótki przewodnik po Włoszech – piszę o tym, co dziwne, odmienne i specyficzne w kraju pizzy i opery. Opracowałam go na podstawie własnych doświadczeń związanych z mieszkaniem z Włochami we Włoszech, a dokładniej – w Neapolu. Jest to istotne, biorąc pod uwagę fakt, że różnice między Północą a Południem przypominają walczące ze sobą żywioły ognia i wody. Dlatego część moich przemyśleń na temat Włochów może być chybiona wobec mieszkańców północy półwyspu.

 

Wszystkie wpisy o Włoszech przeczytacie tu.

 

Nieznajomość języków obcych

O tym, że Włosi są w stanie skutecznie nauczyć się najpopularniejszych języków europejskich, możemy się przekonać, wizytując muzea w Rzymie, Wenecji i Florencji. Króluje w nich francuski, angielski, niemiecki i hiszpański. Ma się wręcz wrażenie, że bileterzy to poligloci, a przewodnicy objaśniają zawiłości danego dzieła sztuki z łatwością i bez zająknięcia, jakby mówili w swoim ojczystym języku. Jednak to tylko pozory. Większość Włochów (o zgrozo – także młodych, po studiach lub w ich trakcie) nie umie się nawet przedstawić po angielsku. I co ciekawe, niezbyt się tym przejmuje i nie czuje z tego powodu kompleksów. Wielokrotnie poruszałam ten temat, dociekając, skąd bierze się taka słaba znajomość języków obcych wśród Włochów. Winą obarcza się szkołę, w której poziom nauki języka jest bardzo niski. Do tego zajęcia odbywają się w dużych grupach (np. na uniwersytecie La Sapienza w Rzymie lektoraty z angielskiego są prowadzone w wielkiej auli na 200 osób).

No ale przecież każdy student musi zdać egzamin językowy! Owszem, jednak jest on na tak elementarnym poziomie, na dodatek to tylko test i nie ma w nim części ustnej, że większość osób go zalicza. Poza tym czymś powszechnym na studiach jest ściąganie i podpowiadanie sobie. Moja współlokatorka planowała emigrację do Londynu, choć jej angielski był słabiutki. Postanowiłam jej pomóc i udzielałam korepetycji. Entuzjazm i samozaparcie opuściły ją po tygodniu. Językowe katusze przeżywał również chłopak mojej drugiej współlokatorki, który nie był Włochem i musiał nauczyć się dla niej włoskiego.

Jednak jeśli wybieracie się do Włoch, nie bójcie się problemów komunikacyjnych. W miastach turystycznych bez trudu dogadacie się po angielsku w hostelu czy restauracji. Co najwyżej nie utniecie sobie uroczej i pouczającej pogawędki z typowym Włochem niezwiązanym z przemysłem turystycznym lub gastronomicznym.


 

Brak śniadań i odmienne pory posiłków

Z reguły żyjąc w jakimś kraju, przyjmujemy jego zwyczaje. Ze mną tak nie było, zwłaszcza w sferze godzin spożywania posiłków. Tym, czego nigdy nie zaakceptuję, jest fakt, że większość Włochów nie je śniadań, bo rogalika z kawą za nic w świecie nie mogę nazwać śniadaniem. A właśnie słodkie ciasteczko lub croissant rano zupełnie im wystarcza. Ze względu na skąpy pierwszy posiłek (lub zupełny jego brak – pije się tylko kawę), pora obiadowa wypada bardzo wcześnie, bo o 12-13. Zazwyczaj zjada się wtedy coś szybkiego i łatwego w przygotowaniu, czyli makaron, albo kupuje pizzę.

Prawdziwa celebracja jedzenia, z której słyną Włosi, ma miejsce w czasie kolacji, czyli o 19-20 (zdarza się też o 22). Posiłek je się oczywiście z całą rodziną, a studenci lubią zapraszać swoich znajomych i wspólnie coś przyrządzić. Utarło się, że goście przynoszą wino i deser. Kolacje są syte i bardzo duże. Zazwyczaj składają się z dwóch dań: makaronu (znowu) oraz mięsa z jakąś sałatką. Nie wiem, kiedy Włosi mają czas, aby to wszystko strawić. Podobno sekret tkwi w kolejności posiłków i sposobie łączenia składników (makaron, czyli węglowodany, zawsze pierwszy).

 

Skomplikowana ścieżka kariery zawodowej

O fascynującym, ale też słabym jakościowo systemie szkolnictwa wyższego we Włoszech już pisałam. Teraz wypadałoby pokazać, co dzieje się po zdobyciu upragnionego dyplomu. Większość Włochów kończy studia z zerowym doświadczeniem zawodowym. Ci, którzy mają co wpisać do CV, mogą co najwyżej pochwalić się kelnerowaniem. Łączenie studiów z pracą nie jest powszechne tak, jak w Polsce. Co więcej, żaden poważny pracodawca nie zatrudni młodego człowieka bez dyplomu, który ma stanowić potwierdzenie kwalifikacji.

Włoski system pracowniczy jest bardzo zbiurokratyzowany i występuje pełne uregulowanie zawodów. Ktoś, kto nie skończył dziennikarstwa, nie może zostać dziennikarzem. W banku mogą pracować tylko osoby po finansach i ekonomii, no i ewentualnie prawnicy. Bardzo to komplikuje życie młodym osobom, które jako dzieciaki muszą zdecydować, co chcą robić w życiu. Zastanawiam się, czy we Włoszech istnieje jakaś forma podnoszenia kwalifikacji lub doszkalania się. Jeśli nie, to system jest bardzo niesprawiedliwy, skoro zmusza ludzi, aby całe życie pracowali w jednym zawodzie.

 

Męski punkt zapalny

Włoscy mężczyźni to temat fascynujący, złożony i obrosły mitami. Legendarna jest figura włoskiego maminsynka, który żyje na garnuszku rodziców. Nic w tym temacie się nie zmienia, przynajmniej na Południu. Co ciekawe, kobiety są dużo bardziej zaradne, zdecydowane i pracowite. Moim zdaniem to nie jest wina mężczyzn, że opóźniają wejście w dorosłe życie, a rodziców, którzy cały czas ich utrzymują. Przez to nie zachęcają ich do podjęcia pracy i usamodzielnienia się. A ich synowie skwapliwie korzystają z regularnego zastrzyku gotówki. Wydają pieniądze na imprezy, papierosy (Włosi dużo palą), ciuchy lub inne mało istotne wydatki. Aż koniec końców nie mają na czynsz i rachunki.

Niedojrzałość i zależność finansowa to jedno oblicze włoskich mężczyzn. Drugie jest dużo bardziej przyjemne. Znaczna część Włochów ma bardzo dobry gust, nosi się ze smakiem i lubi rzeczy solidnej jakości. W kraju Prady, Dolce&Gabbana, Versace i Gucci nie wypada ubierać się źle lub kupować podróbek. Zwróćcie uwagę, jakie okulary noszą Włosi. Wśród przeciwsłonecznych króluje Ray-Ban, a oprawki okularów korekcyjnych są firmowane przez największe marki. Śmiem twierdzić, że mężczyźni ubierają się lepiej od kobiet i to oni podtrzymują wyobrażenie o Włochach jako osobach o wyjątkowym zmyśle estetycznym i zamiłowaniu do piękna.

Mimo że włoscy mężczyźni bywają nieporadni życiowo, w sferze łóżkowej można uznać ich za elitę. Piszę to w oparciu o rozmowy z moimi włoskimi koleżankami, bo Włosi to nie mój typ ani wizualnie, ani charakterologicznie. Otóż włoscy mężczyźni nie tylko zapewniają wielokrotny orgazm swoim partnerkom, ale też sami mogą go mieć kilka razy w trakcie jednego zbliżenia. Co więcej, nie uwalnia się w nich hormon, który od razu po stosunku czyni ich sennymi. Mogą się kochać naprawdę długo. Tak, to nie bajki. Wyświechtane slogany o ogierach z Południa to prawda. Oczywiście nie wszyscy są mistrzami sztuki miłosnej i każdemu zdarzają się jakieś defekty ;).

 

Restauracyjny gwar i coperto

Stołując się w restauracjach lub knajpkach we Włoszech, trzeba pamiętać, że do rachunku zostanie doliczone coperto, czyli opłata za nakrycie stołu. Zazwyczaj wynosi 1 € od osoby, ale w bardziej turystycznych miejscach (Rzym, Wenecja, Florencja) może zwiększyć się do 2-3 €. Prócz tego, w dobrym tonie jest zostawić napiwek zgodnie z uznaniem, choć prawdę mówiąc, we Włoszech nie jest to powszechna praktyka. Włosi są raczej skąpi, jeśli chodzi o napiwki. Ale ogólnie zaliczyłabym ich raczej do osób rozrzutnych, którzy niczego sobie nie żałują.

Oprócz łechtania kubków smakowych pysznym jedzeniem, wizyta w restauracji może niestety podrażnić nasze uszy z powodu nadmiernego gwaru. Włosi lubią rozmawiać w czasie spożywania posiłku. A zazwyczaj rozmawiają wtedy o jedzeniu. O tym, które właśnie jedzą, o tym, które jedli kiedyś i o tym, które chcieliby zjeść. A po skończonej uczcie zostawiają po sobie niesamowity bałagan. Wszystko zabrudzone, zalane, a zużyte serwetki walają się pod stołem. Koszmar kelnera.

 

Bidet w każdej łazience

To jedna z bardziej zabawnych obserwacji. Bidet we Włoszech jest na wyposażeniu każdej toalety, co wiąże się z tutejszą kulturą higieniczną i zapewne też wpływami arabskimi. Włochom nie wystarcza tylko papier toaletowy. Po wizycie w toalecie trzeba się też podmyć, dlatego standardowym widokiem w łazience jest mały ręczniczek wiszący gdzieś z boku. Kiedyś zapytałam mojego współlokatora, czy to jest jego ręcznik dla gości. Mało się nie zakrztusił ze śmiechu, ale dał radę zapytać, czy się nim wycierałam. Gdy się już uspokoił, wyjaśnił, że to ręcznik do jego pupci.

Był zaskoczony, że w Polsce nie używa się oddzielnego ręcznika do wytarcia się po skorzystaniu z toalety. Odpowiedziałam, że bidet jest u nas luksusem i znajduje się w nielicznych domach. Dla Włochów to coś nie do pomyślenia. Od razu padły niezręczne pytania: To wam wystarcza tylko papier? Przecież to niehigieniczne! A jak sobie radzisz w czasie miesiączki? Ale na tym afera bidetowa się nie skończyła. Mój współlokator przekazał wszystkim sąsiadom, że nazwałam jego ręcznik do pupci ręcznikiem dla gości i że w Polsce nie korzysta się z bidetów. Jak widzicie, bidet we Włoszech to sprawa narodowa.

 

Mała wiedza o świecie

W tym punkcie najbardziej boję się zarzutów o generalizowanie i dlatego raz jeszcze podkreślę, że moje przemyślenia odwołują się do południowej części Włoch. Zgodnie z wszelkimi statystykami i naukowymi opracowaniami, Południe jest regionem z najwyższym bezrobociem i najwyższą stopą ubóstwa. Przekłada się to też na poziom kulturowy żyjących tu ludzi.

W samym Neapolu, jak i w jego okolicy (Pompeje, Herkulanum) jest wiele rzeczy do oglądania i przeżywania. Wszyscy, absolutnie wszyscy moi znajomi nie skorzystali z tych możliwości, usprawiedliwiając się brakiem pieniędzy. Jednocześnie trwonią je na coś zupełnie zbędnego – ot, różnica priorytetów.

Włosi – moim zdaniem – nie mają w sobie pasji odkrywania i ciekawości świata, a ich wiedza o historii, innych krajach, kulturach czy religiach jest znikoma. Spotkałam się nawet z zabawnym stwierdzeniem, że to Amerykanie Europy. Na wyciągnięcie ręki mają jedne z największych wspaniałości światowej sztuki i architektury. Kilka godzin podróży dzieli ich od najpiękniejszych europejskich miast znajdujących się właśnie we Włoszech. Ryanair odlatuje z dużej liczby włoskich lotnisk do niemal wszystkich zakątków Europy. A mimo to zamykają się w swoich małych ojczyznach. I na dodatek nie uczą się języków obcych ;).

Tym, co od razu rzuciło się mi w oczy we Włoszech, to fakt, że tu prawie nikt nie czyta książek. W Polsce laptopy, smartfony i tablety też wypierają słowo pisane, ale czytelnictwo w tramwajach, autobusach, pociągach i metrze nadal jest widoczne. Za to we Włoszech zupełna czytelnicza posucha. Z tego też powodu wszelkie konwersacje z Włochami wykraczające poza to, co dziś jadłam i co robiłam, są skazane na porażkę.

No dobrze, to może chociaż filmy oglądają? Też nie! I nie chodzi mi o obrazy Almodovara, von Triera czy Kieślowskiego. Niektórzy nie znają nawet najbardziej komercyjnych i znanych tytułów, najbardziej popularnych reżyserów i aktorów. Na marginesie dodam, że filmy we włoskiej telewizji są puszczane z dubbingiem. I trzeba przyznać, że jest on dość profesjonalny, bo aktorzy podkładający głos wczuwają się w emocje swoich postaci. Jednak ten kij ma dwa końce. Włosi mogą przeżyć całe życie i nigdy nie usłyszeć oryginalnych głosów Hollywoodzkich aktorów i aktorek. Tym też można tłumaczyć słabą znajomość języków obcych, skoro nawet nie dane jest im wychwytywać pojedynczych słów spod monotonnego głosu lektora, jak ma to miejsce w Polsce.

 

Włosi a reszta Europy

Z tej krótkiej i lekkiej w zamierzeniu notki wyszedł mi elaborat. Ten typ tak ma. Do tego siedem tez jak u Wittgensteina. Aby nieco złagodzić powagę niektórych fragmentów, wklejam filmik, w którym są pokazane różnice między Włochami a resztą Europy. Jest przezabawny!

 

2 thoughts on “Krótki przewodnik po Włoszech

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *