Wjazd do Izraela z pieczątkami krajów muzułmańskich

wjazd do izraela z pieczątką

Legendy krążą o tym, jak wyglądają kontrole bezpieczeństwa w Izraelu i jak długie potrafią być wywiady z urzędnikami granicznymi. Wszystkim sen z powiek spędza fakt, że ktoś może wbić im do paszportu izraelską wizę. Choć uwielbiamy nowe pieczątki, to ta jedna jest bardzo niepożądana. Przez nią nie wjedziemy do wielu krajów muzułmańskich. Co więcej, ślady wizyty w takich krajach ściągają na podróżnika surowy wzrok izraelskiego urzędnika kontroli granicznej i wiążą się ze szczegółowym wywiadem.

 

A jak faktycznie wygląda kontrola na lotnisku w Izraelu? Zwłaszcza jeśli jest się miłośnikiem krajów muzułmańskich, tak jak ja? W paszporcie miałam wizę irańską, dwie pieczątki tureckie, ślad po wizycie w Maroku, Albanii i Kosowie. Do pełni szczęścia brakowało jeszcze pieczątki syryjskiej i libańskiej, które wraz z wizą irańską tworzą wielką trójkę najbardziej znienawidzonych przez Izrael krajów. Okazuje się, że nie taki diabeł straszny, ale dużo zależy od urzędnika, na jakiego trafimy. I kwestia najważniejsza – w listopadzie 2017 roku nikt nie wbijał pieczątki do paszportu. Wszyscy otrzymywali niebieską karteczkę ze swoim zdjęciem, którą trzeba pilnować jak oka w głowie przez cały pobyt w Izraelu. Sprawdzają ją w każdym hotelu i na wojskowych checkpointach.

 

Przed wylotem

Przedsmak szczególnych procedur bezpieczeństwa mamy już na lotnisku, z którego odlatujemy do Izraela. Na warszawskim Okęciu 40% pasażerów z każdego rejsu do tego kraju jest wytypowanych do dodatkowej kontroli. Skąd o tym wiadomo? Na wydrukowanym bilecie mamy literki SSSSS, na które pewnie nikt nie zwróci uwagi. Ale już na komunikaty wygłaszane przez głośnik – tak. Obsługa lotu wyczytuje nazwiska pasażerów, którzy mają zgłosić się na specjalną kontrolę. Wśród tych wybrańców byłam i ja.

Dodatkowa kontrola wygląda tak, że idzie się na specjalne stanowisko, w którym ponownie skanują Twój bagaż i macają Cię z dwóch stron. Potem wbijają pieczątkę na karcie pokładowej i puszczają wolno. Żadnego rozpakowywania bagażu, szczegółowych analiz na ślady materiałów wybuchowych czy oglądania butów pod mikroskopem. Ja byłam na lotnisku dwie godziny przed odlotem (w przypadku Izraela zalecane są trzy) i zdążyłam się wynudzić czekaniem. Z tego, co słyszałam, na innych polskich lotniskach procedura bezpieczeństwa jest dużo bardziej drobiazgowa i na nie naprawdę warto przyjechać wcześniej.

 

Kontrola paszportowa w Izraelu

To, co mnie czeka na lotnisku Ben Guriona w Izraelu, było prawdziwą niewiadomą i powodowało lekki stres. Tym bardziej, że lądowałam po godzinie 20 i chciałam zdążyć do hostelu, a nie nocować na lotnisku. Podstawowym problemem był fakt, że zaledwie pół roku wcześniej odwiedziłam Iran. Pieczątki innych muzułmańskich krajów były przy tym pestką. Kolejka przede mną posuwała się całkiem żwawo. Padały standardowe pytania o cel pobytu w Izraelu, plan podróży i miejsca noclegowe. Po 30 minutach nadeszła moja kolej. Wywiad odbywa się po angielsku, więc nie wiem, co z osobami, które tego języka nie znają. Czy mogą mieć tłumacza – swojego kompana, czy też muszą czekać na „tłumacza z urzędu”?

W gąszczu egzotycznych wiz i pieczątek urzędnik zawsze natrafi na tę jedną, którą bardzo chcemy ukryć. Nie liczy się dla niego, gdzie jeszcze byliśmy i jak często podróżujemy, ważne jest tylko to, dlaczego odwiedziliśmy Iran, Turcję, Syrię, Maroko, Liban. Bo co niby jest ciekawego w muzułmańskich krajach? Po standardowym wywiadzie o długość pobytu w Izraelu i trasie podróży, padło pytanie, co robiłam w Iranie. Wybrnęłam z tego najgorzej, jak mogłam. –„A bo dziadek był żołnierzem w Armii Andersa i podróżowałam jego śladem na trzydzieste urodziny. Przeszedł właśnie przez Iran, Syrię, Izrael, potem walczył pod Monte Cassino i znalazł się w Anglii. Stamtąd statkiem wrócił do Polski.”

Urzędnik nie mógł uwierzyć, że coś takiego słyszy. Stwierdził, że to niesamowita historia… po czym kazał mi iść do pokoiku dla podejrzanych typów w celu oczekiwania na przesłuchanie. A w nim sami Rosjanie, jedna Murzynka i ja. Co za degradacja. Mój czas oczekiwania na przesłuchanie z agentem to pewnie jakieś cztery godziny. Pogodzona z tym, że nie zdążę do hostelu i będę spać na lotnisku, wyciągnęłam swój podróżniczy kubek, by nalać sobie wody. Nie zdążyłam nawet napełnić go do połowy, gdy urzędnik zawołał mnie, wręczył wizę na niebieskim kartoniku i powiedział,  że jak chcę, to może mi dać swój numer, gdybym czegoś potrzebowała. Ale ja podziękowałam za ofertę i z gracją go zbyłam, po czym szybko czmychnęłam, aby się nie rozmyślił.

 

Wylot z Izraela

Kontrola bezpieczeństwa przed wylotem z Izraela była nieporównywalnie bardziej szczegółowa i uciążliwa niż ta związana z przylotem. W tym przypadku naprawdę doradzam być trzy godziny wcześniej. Dość problematyczne jest rozeznanie się, gdzie musimy iść na takową kontrolę, a zależy to od tego, czy mamy tylko bagaż podręczny i do jakiego kraju lecimy. Ale wystarczy spytać pracowników lotniska, którzy pokierują nas w odpowiednią stronę. A tam czeka nas potrójna kontrola.

Najpierw trafiamy do pojedynczego stanowiska, na którym urzędnik ogląda nasz paszport i oczywiście tropi wszelkie muzułmańskie wizy. Tym razem padło nie tylko pytanie o Iran, ale też o Turcję i Maroko. Co tam robiłam, czy poznałam kogoś, gdzie się zatrzymałam? Potem wywiad dotyczący Izraela – jakie miejsca widziałam, gdzie spałam w Jerozolimie [sic! – część hosteli jest prowadzona przez Arabów], czy mam jakichś krewnych lub znajomych w Izraelu, czy nawiązałam jakieś kontakty, ile razy byłam dotychczas w Izraelu i jak długo? Na koniec zaś musiałam wymienić, jakie znam obce języki. Po takim przesłuchaniu dostajemy na okładkę paszportu żółtą naklejkę (nie da się jej później oderwać!) i kierujemy się do kontroli bezpieczeństwa.

Tak szczegółowego przeglądania wszystkich rzeczy jeszcze nie doświadczyłam. Każdy pojedynczy kabelek i każde urządzenie elektroniczne są ręcznie sprawdzane na obecność materiałów wybuchowych. Kontrolerki co i rusz umieszczają próbki w specjalnym skanerze, który po chwili zapala się na zielono. Jak sprawdzą już elektronikę, zabierają się za grzebanie w bagażu podręcznym. Otwierają wszystkie kieszonki, rozwiązują wszystkie węzły, robiąc to z podziwu godną starannością i bez najmniejszych oznak znudzenia. Kontrola jednej osoby zabiera jakieś 10-15 min.

Gdy już sprawdzą, co mają do sprawdzenia, następuje tradycyjne skanowanie bagażu i przejście przez bramki. Nawet jeśli nie zapiszczycie i macie lekkie obuwie, zostaniecie poproszeni o położenie jednej, a potem drugiej nogi na podnóżek, by można było sprawdzić Wasze buty na obecność materiałów wybuchowych. Cała kontrola wraz z oczekiwaniem zabrała mi jakieś 40 min, ale trafiłam akurat na taką godzinę, gdy ruchu i kolejek na lotnisku nie było. Następnie udałam się na kontrolę paszportową, gdzie dostałam tym razem różową karteczkę i zrobiono mi zdjęcie do paszportu biometrycznego. Karteczkę należy przyłożyć do bramki, by się otworzyła, a następnie udać się do odpowiedniego gate’u. I na tym koniec. Opuszczamy kraj, którego normy bezpieczeństwa są jednymi z najbardziej restrykcyjnych na świecie.

wiza izraelska w paszporcie

 

2 thoughts on “Wjazd do Izraela z pieczątkami krajów muzułmańskich

  • 05/12/2017 at 08:54
    Permalink

    Zawsze się stresuję na kontrolach i lotniskach, chyba bym tam umarła ;D

    Reply
    • 05/12/2017 at 10:16
      Permalink

      W Izraelu nie ma łatwo. Zwłaszcza, jak trzeba tłumaczyć, po co jeździ się do krajów muzułmańskich. Co jest niby ciekawego do zobaczenia w Iranie, Turcji czy Maroku?

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *