Twarze Armenii. Co zachwyca, a co przeszkadza?

twarze armenii

Armenia to nie tylko monastyry i górzyste krajobrazy. Choć na pierwszy rzut oka i po przeczytaniu pierwszego lepszego przewodnika takie wrażenie od razu się pojawia. To kraj o bogatej i burzliwej historii, którą już opisywałam. Ale to też dumny naród przekonany o swojej wartości, który walczy o uwagę turystów, bo wie, że ma wiele do zaoferowania. Staje do nierównej walki z dużo popularniejszą Gruzją i bogatszym Azerbejdżanem.

 

Dla mnie Armenia wciąż jest krajem na antypodach turystyki, co bynajmniej nie jest wadą. Można się tu poczuć co prawda nie jak odkrywca, ale jako ktoś, kto styka się z autentycznymi ludźmi, którzy do nikogo się nie przymilają, licząc na większy zarobek. Gdzie problemy codzienności nie są zamiatane pod dywan, by z trudem budowany wizerunek się nie popsuł. Przedstawiam Wam różne twarze Armenii, czyli listę trzech rzeczy, które chętnie przeniosłabym do Polski oraz takich, które w Armenii bardzo mi przeszkadzały.

 

W Armenii podobały się mi…

Poidełka na ulicy

Podczas gdy walka o postawienie poidełek na Lotnisku im. Chopina trwała bardzo długo, a w samej Warszawie próżno ich szukać, w Armenii znajdują się w wielu punktach w największych miastach. Być może wynika to z faktu, że na Kaukazie lata są dużo gorętsze, więc darmowy dostęp do wody jest niezbędny. Podobnie wygląda to w Iranie. Jeden z moich ormiańskich rozmówców zdradził mi, że woda w Armenii jest bardzo dobrej jakości. Tym bardziej warto korzystać z ulicznych poidełek wzorem tutejszych mieszkańców.

 

Kompot do obiadu

W Taverna Yerevan, popularnej restauracji w stolicy Armenii, dwie strony menu są dedykowane tylko i wyłącznie kompotom. Do wyboru jest ich około 20, a część została przygotowana na bazie mniej lub bardziej zaskakujących owoców. Kompot to narodowy napój Ormian, więc cieszy się dużą popularnością. Jest także sprzedawany w butelkach w każdym sklepie. Gruzini mają do obiadu wino, a Ormianie kompot.

 

Uczciwość komunikacyjna

System komunikacji miejskiej w Armenii jest tak skonstruowany, że należną kwotę płaci się kierowcy przy wyjściu. Żadnych kasowników ani biletów abonamentowych. Za każdym razem trzeba uiścić odpowiednią kwotę. Nie zawsze dostęp do kierowcy jest łatwy, bowiem miejskie marszrutki, na czele z tymi w Erywaniu, są niemożliwie zapchane. Wówczas trzeba wyjść i podać należność przez okno lub przekazać ją innym pasażerom. Mimo że w tłumie bardzo łatwo wywinąć się od zapłaty, a sama podróż odbywa się w ciasnych, brudnych i rozklekotanych marszrutkach, wszyscy są uczciwi.

 

W Armenii przeszkadzało mi…

Palenie w lokalach

Myślałam, że nie doczekam prawa, które zakaże w Polsce palenia w lokalach. Ale ku mojej ogromnej radości obowiązuje ono już od kilku lat. Za to na Kaukazie tradycja palenia wszędzie i przy wszystkich wciąż trzyma się mocno. Nie zwraca się uwagi na dzieci i kobiety w ciąży. Pali się, kiedy się chce i ile się chce. Mój kierowca busa z Tbilisi do Erywania odpalał papierosa co 20 min. Serio. Najgorsze jest biesiadowanie w tawernie w oparach szarego dymu. Wówczas smaczne ormiańskie jedzenie nie smakuje tak dobrze.

 

Transport publiczny

Jak pisałam powyżej, jest bardzo ciasno i bardzo niekomfortowo. Niektóre marszrutki mają tak niski sufit, że nie da się w nich stać, tylko trzeba kucnąć lub się garbić. Do podmiejskich wsi i miasteczek potrafią być tylko trzy połączenia dziennie. Nie ma żadnych oficjalnych rozkładów jazdy, a miejsca odjazdów marszrutek często się zmieniają. Co prawda większość z nich ma wywieszoną informację o trasie, ale jest ona opisana wyłącznie po ormiańsku. Turyści nie mają lekko.

 

Duże brzuchy

To, co mnie wprawiło w zdumienie, to fakt, że niemal wszyscy Ormianie powyżej 25. roku życia mają duże brzuchy. W żadnym razie nie podobają się mi szerokie bary i wielkie bicepsy siłkowiczów, ale trochę sportu i dobra kondycja nie zaszkodzi za młodych lat. W Armenii nie występuje kult wysportowanej sylwetki, nie ma mody na sport, nikt nie biega i nie jeździ rowerem. Jedyna siłownia, na jaką się natknęłam, znajdowała się w Wanadzorze. Niewielkie usportowienie narodu ma wpływ na brak wielkich sportowych gwiazd. Bo czy znacie jakiegoś ormiańskiego sportowca?

 

4 thoughts on “Twarze Armenii. Co zachwyca, a co przeszkadza?

    • 20/10/2018 at 13:32
      Permalink

      Polecam, póki jeszcze mało kto tam jeździ :) LOT ma bezpośrednie połączenie do Erywania.

      Reply
  • 23/10/2018 at 08:36
    Permalink

    Do zjawisk, które mi przeszkadzały dorzuciłbym szaleńczą jazdę niektórych kierowców. Wiem, że to może zdarzyć się wszędzie, ale… Jechaliśmy busem z Erywania do Stepanakertu i gość, mając 14 osób na pokładzie, jechał jakieś 140km/h na prostych, a na zakrętach zwalniał do 90 km/h…
    W każdym razie pierwszy raz w życiu bałem sie, że umrę w środku komunikacji publicznej.
    Moim zdaniem nawet taksówkarze w Maroku mają więcej wyobraźni.
    .

    Reply
    • 23/10/2018 at 15:21
      Permalink

      Myślę, że to kaukaski styl kierowców. To samo w Gruzji. Do Batumi jechałam 100 km/h przy ograniczeniu do 30 km. Tam to jeszcze wyprzedzają na trzeciego. Straszne. Co ciekawe, nie widziałam ani jednego wypadku.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *