Rumunia – prymus czy nygus Europy?

rumunia

Rumunia to dla mnie jeden z bardziej zagadkowych krajów Unii Europejskiej. Sporych rozmiarów, ale prawie nic o niej nie wiem. A jeśli już coś wiem, to często są to zamierzchłe stereotypy. Gdy znalazłam aktualne informacje o Rumunii, to za głowę się złapałam i zaczęłam zastanawiać, dlaczego ma taki zły PR, skoro w wielu aspektach radzi sobie całkiem nieźle.

 

Gdy Polak rozmawia z Rumunem, ten drugi gratuluje temu pierwszemu. Sukcesów gospodarczych, imponującego rozwoju, mądrego zarządzania krajem, liczenia się na salonach europejskich. No… może w obecnej rzeczywistości politycznej powodów do chwały jest trochę mniej. Ale fakt faktem, Rumun Polakowi zazdrości. Też chciałby żyć w kraju, który dokonał takiego postępu na wielu polach. Polska i Rumunia w marszu do kapitalizmu co prawda nie startowały z tego samego miejsca, bo ta druga zaliczała się do najbiedniejszych krajów Europy. Ale oba kraje były zdemolowane społecznie i gospodarczo po ciemnych czasach komunizmu. Dostały w tym samym czasie mniej więcej taką samą szansę. Dziś to kraj nad Wisłą jest odbierany jako prymus transformacji, podczas gdy Rumunia nie potrafiła odrodzić się z równym wigorem.

 

Korupcja w cieniu dobrobytu

Ale czy faktycznie Rumuni mają powody do narzekania? Wiozący mnie do Klużu-Napoki kierowca z Bla bla car, zapytany o to, co jest głównym problemem Rumunii, odpowiedział, że korupcja. Nie wiem, na ile ma to oparcie w faktach, a na ile jest zakodowanym w głowach Rumunów sloganem. Według opublikowanego przez Transparency International wskaźnika „Corruption Perception Index 2017” poziom korupcji w Rumunii wynosi 48, co lokuje ją na 50. miejscu spośród 180 opisanych krajów. Co więcej, wszyscy jej sąsiedzi mają wyższy poziom korupcji, nawet Węgry. Ale! Były premier Victor Ponta został oskarżony o pranie brudnych pieniędzy i oszustwa podatkowe, jednak parlament większością głosów odrzucił wniosek o jego odwołanie.

Mój rozmówca dodał, że właściwie – poza tą mityczną korupcją – to kraj całkiem dobrze sobie radzi. Ma gaz i ropę dzięki położeniu nad Morzem Czarnym i w tym aspekcie jest niemal samowystarczalny. Według danych Eurostatu z 2015 roku, Rumunia jest trzecim największym producentem gazu w Unii Europejskiej, zaraz za Wielką Brytanią i Holandią. Kto pamięta polskie łupki i wizję gazowego Eldorado nad Wisłą? Szkoda gadać…

 

Rumunia drugoligowa?

W 2012 roku Rumunia powinna zostać przyjęta do Strefy Schengen, gdyż spełniała wszystkie kryteria. Jednak do tej pory tak się nie stało. Jej aneksję blokują Niemcy, Austria i Holandia, które podnoszą argument o nieskutecznej walce z korupcją. Jak wspomniałam, z tą korupcją do końca nie wiadomo, jak jest w rzeczywistości. Słychać za to głosy, że prawdziwym powodem unijnej niechęci do Rumunii jest rządząca nią partia, której nie po drodze z brukselskimi regulacjami i politycznymi gierkami. Partia socjaldemokratyczna (PSD – odpowiednik naszego SLD) cieszy się żelaznym poparciem starszych Rumunów i od wielu lat samodzielnie lub w koalicji rządzi krajem.

Czy Rumunię faktycznie można zaliczać do drugiej ligi państw europejskich? Jeśli na bok odstawimy układy dyplomatyczne, a za główny wyznacznik obierzemy obecny poziom rozwoju gospodarczego, okaże się, że Rumunia radzi sobie zaskakująco dobrze. W 2017 roku wzrost gospodarczy kraju nad Dunajem wyniósł oszałamiające 8%, za czym stały wyższe wydatki na konsumpcję. Ale rumuński rząd nie poprzestaje jedynie na chwaleniu się ekonomicznymi danymi. Wzrost chce przekuć także w poprawę życia zwykłych obywateli. Ogłosił, że w tym roku pensje urzędników publicznych podniesie o 25%, a lekarze i nauczyciele otrzymają solidne podwyżki.

 

Niewolnik zachodniego kapitału

W Rumunii wciąż bolączką są niedostatki infrastruktury, zarówno tej drogowej, jak i kolejowej. Jednak mieszkańcy zdają się przyjmować taki stan rzeczy z dużą dozą wyrozumiałości. Często powtarzają „To jest Rumunia”, chcąc usprawiedliwić wszelkie braki, ale też zdjąć odpowiedzialność z samych siebie. Niezgoda na bieżącą rzeczywistość, zmysł przedsiębiorczości oraz energia do działania w Rumunii niestety kuleją. Te cechy ceni się z kolei u Polaków. Wielu specjalistów z rumuńskiej administracji państwowej jeździ do Polski, aby podglądać od środka, jak powinno się wprowadzać zmiany i jak efektywnie wykorzystywać środki unijne, z czym Rumunii wciąż mają duży problem.

Polskę i Rumunię dużo dzieli, ale też sporo łączy. Oba kraje są traktowanie przez Zachód za dogodną lokalizację dla swojego kapitału. Takiej liczby i zróżnicowania zachodnich supermarketów nie spotkałam w Europie nigdzie poza Polską i Rumunią właśnie. Od Lidla, przez Kaufland, a na Auchan i Carrefourze kończąc. Sklep koło sklepu. To, przed czym jeszcze broni się Rumunia, a przed czym nasz kraj skapitulował, to zalew zagranicznych marek odzieżowych. Poza H&M nie widziałam w Transylwanii innych znanych sklepów, za to z radością przyjmowałam obecność lokalnych butików bez szumnych nazw. Ubrania były w nich zdecydowanie bardziej oryginalne i lepszej jakości niż te ometkowane przez wielkie firmy odzieżowe.

 

Polska i Rumunia są również wykorzystywane jako zaplecza wielkich zagranicznych koncernów, np. do składania AGD czy samochodów. Rumuńskie PKB jest szczególnie uzależnione od przemysłu motoryzacyjnego, który generuje 1/3 przychodów. Rodzima marka Dacia już dawno została wykupiona przez Renault. Jeśli któryś z motoryzacyjnych gigantów postanowi przenieść swoją fabrykę gdzie indziej, gospodarkę Rumunii czeka trzęsienie ziemi. Póki co kataklizm dotknął demografię. W kraju oficjalnie żyje tylko 19 mln obywateli, a szacunkowo od 3 do 5 mln wyemigrowało za lepszym życiem. Rumunia zajmuje trzecie miejsce od końca pod względem wysokości wskaźnika PKB na głowę mieszkańca w Unii Europejskiej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *