Jezioro Ochrydzkie i jego dwa brzegi

Jezioro Ochrydzkie Macedonia

Można wskazać kilka powodów, by przemierzyć pół Europy i zobaczyć Jezioro Ochrydzkie. Po pierwsze, to najstarsze jezioro w Europie. W 1979 roku zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a to o czymś świadczy. Co więcej, macedońskie miasto Ohrid położone nad jego brzegiem zwiększa kilkukrotnie jego walory estetyczne i dorzuca do worka pozytywów atrakcje kulturowe. Choć Nowozelandka, którą niegdyś spotkałam, przyznała, że w sumie jest ładne, ale u siebie to ona ma takich jezior na pęczki. I chyba jest w tym trochę racji.

 

Gdy ktoś mówi Jezioro Ochrydzkie, to ma zawsze na myśli jego macedońską część. Ale jezioro jest także naturalną granicą państwową Albanii, choć tam tłumów turystów nie zobaczymy. Ja podróż objazdową wokół Jeziora Ochrydzkiego zaczęłam właśnie od strony albańskiej. Tamtejszym odpowiednikiem macedońskiego miasta Ohrid jest Pogradec – trochę senne miasteczko, które walorów turystycznych prócz wspominanego jeziora nie ma chyba wcale. Ale i tak podobało się mi tam bardzo. Na dobry początek dnia kupiłam byrek djath, czyli podstawowy i często jedyny posiłek, jaki można zjeść w Albanii. Przy okazji zapytałam sprzedawczynię, gdzie tu jest Ujë Ohrid, czyli woda Ohrid (nie wiedziałam, jak po albańsku jest jezioro). Okazało się, że to zupełnie nie tam, gdzie zamierzałam iść. Gdy tylko znalazłam się na właściwej ulicy, zobaczyłam w oddali kawałek wody. Błogi widok cieszący oczy.

 

Jezioro Ochrydzkie – strona albańska

W kawiarni nad brzegiem jeziora zamówiłam kawę na rozgrzanie trzewi. Gdzieś musiałam wydać 800 leków, które zostało mi z podróży po Albanii, ale przede wszystkim gdzieś trzeba zostawić duży plecak. Do tej samej kawiarni przyszło też pięciu Czechów z ogromnymi plecakami, którzy wcześniej przez 10 minut krążyli, nie wiedząc, na jaką kawiarnię się zdecydować. A tych w Albanii jest naprawdę mnóstwo i przesiadywanie nad kawą przez cały dzień jest ulubioną rozrywką mężczyzn, bynajmniej nie kobiet. Akurat wertowałam moje polsko-albańskie rozmówki w poszukiwaniu frazy „zostawić bagaż” i jeden z Czechów, mówiący po polsku ze śmiesznym akcentem, powtórzył kolegom, że jestem z Polski. Potem, gdy już wychodziłam bez plecaka zostawionego w kawiarni, zapytał, czy tu jest ogólna przechowalnia bagażu, czy tylko dla mnie.

A jak prezentuje się Jezioro Ochrydzkie po albańskiej stronie? Skromnie, ale urokliwie, malowniczo i niezwykle spokojnie. Do Pogradec przyjechałam wczesną porą i miałam okazję być jedyną osobą, która spaceruje nad jego brzegiem. Dopiero po jakimś czasie dochodzili kolejni, ale wciąż nieliczni plażowicze. Plaża nad jeziorem jest szeroka i piaszczysta, a woda czysta i ciepła. Obok niej znajduje się promenada dla spacerowiczów. Okoliczne wzgórza porastają lasy, a nie pnące się betonowe hotele.

Jestem ciekawa, czy w przyszłości to się zmieni i Pogradec stanie się popularną i tłumnie odwiedzaną miejscowością. Na razie jest mu do tego daleko, bo żadnej bazy turystycznej w nim nie ma prócz smętnych, nielicznych stoisk z rzeczami do pływania, łopatkami i kubełkami dla dzieci oraz słodyczami. Restauracji, lodziarni, a tym bardziej turystycznych rejsów umożliwiających wypłynięcie na Jezioro Ochrydzkie tam nie uświadczymy. Co najwyżej można wypożyczyć rower wodny.

Jezioro ochrydzkie Albania

 

Przekraczanie granicy albańsko-macedońskiej

Po kilku godzinach pobytu w Pogradec i bezskutecznych próbach szukania restauracji oferującej w menu świeże ryby, ruszyłam w stronę granicy macedońskiej, by jeszcze tego samego dnia znaleźć się po drugiej stronie jeziora. Nie jest to łatwe zadanie. Autobusowi naciągacze za 5 km jazdy wyłącznie do granicy zażyczyli sobie 5 €. O taksówkarzach nawet nie ma co wspominać. Na ulicy zapytałam dwóch starszych mężczyzn o drogę w kierunku granicy albańsko-macedońskiej. Rozmowę usłyszał młody chłopak siedzący, o dziwo, w Seacie, a nie w legendarnym mercedesie. Powiedział, że może mnie podwieźć, ale muszę zaczekać na jego kolegę, załatwiającego formalności w banku. W międzyczasie podzielił się ze mną spostrzeżeniami na temat albańskiej mafii, dzięki której ten kraj jakoś funkcjonuje i ma wpływy chociażby z biznesu narkotykowego.

Ruszyliśmy w końcu po 30 minutach, a dojazd do granicy zabrał raptem 5 min. To było drugie, rzadziej uczęszczane przejście, o czym miałam się sromotnie przekonać na własnej skórze już wkrótce. Ale było najbliżej Pogradec i nie chciałam nadkładać drogi, by jechać do bardziej popularnego przejścia oddalonego 30 km. Chęć zaoszczędzenia czasu też w tym przypadku okazała się złudna. Dostałam od celnika upragnioną albańską pieczątkę. Poza mną na przekroczenie granicy czekał jeden bus z turystami oraz samochód Serbów. Podeszłam do nich, zapytałam, czy mogą mnie podwieźć do Ohrid, ale tylko z pogardą pokręcili głową i rzucili spojrzenie, jakbym była co najmniej jakimś przemytnikiem. Poza tym nikt tą trasą nie jechał.

granica albańsko-macedońska

 

Długa droga do Ohrid

Czekały mnie ponad dwie godziny spaceru – w słońcu, z plecakami i czasem pod górę. Do pierwszego napotkanego skrzyżowania, co nastąpiło po ponad godzinie drogi pieszo, nie jechało zupełnie NIC. Potem pojedyncze samochody, ale nikt się nie zlitował. Zobaczyłam znak – 18 km do muzeum wodnego w Ohrid. Myślę sobie, że tyle to dam radę przejść, plus jakieś 2 km do samego miasta. Ale potem pojawił się porządny znak drogowy – do Ohrid 27 km. No to już dużo. Nie pogardzę darmowym transportem. Wyliczyłam skrupulatnie, że aby pokonać tę odległość pieszo, potrzebuję 5-6 godzin. Zdążę przed nocą. W tamtym momencie byłam naprawdę przekonana, że dojdę do Ohrid pieszo.

Napisałam kartkę z nazwą miejscowości. Niewiele to pomogło. Najbliżej sukcesu byłam ze Słowakami jadącymi wielkim vanem, którzy nawet zwolnili, by przyjrzeć się dokładnie kartce. W końcu swoim malutkim samochodzikiem zatrzymała się para młodych Macedończyków. Wracali znad jeziora – chłopak cały w piasku, dziewczyna z mokrymi włosami, a z tyłu materac. W moim wieku, a niemal nie mówili po angielsku. Po macedońsku znałam tylko „dzień dobry” i „dziękuję”, do tego dorzuciłam „Polska” i na tym zakończyła się nasza konwersacja.

Dziewczynie dałam mapę Ohrid, aby miała się czym zająć i wiedziała, gdzie mają mnie wysadzić. Nie radzili sobie zbyt dobrze z mapą, bo jak się okazało, byli ze Skopje. Ale zaangażowali się bardzo i jak dojechaliśmy na miejsce, chłopak wysiadł z auta i szukał na tabliczkach nazw ulic, by znaleźć odpowiednią drogę. Wtedy powiedziałam, że bardzo im dziękuję i teraz poradzę sobie sama. Byłam im naprawdę wdzięczna, bo droga przed Ohrid do przyjemnych nie należała i ciężko byłoby manewrować wokół mknących samochodów.

 

Jezioro Ochrydzkie – perła Macedonii

Miasto i Jezioro Ochrydzkie są największą atrakcją Macedonii. Na każdym kroku widać dbałość o turystów i o wizerunek tego miejsca. Co 6 metrów rozstawione są kosze na śmieci, a całe miasto jest świetnie oznakowane. Od naganiaczy zachwalających rejsy łodziami po jeziorze nie można się odpędzić. Jednak brzeg jeziora jest betonowy w przeciwieństwie do piaszczystej plaży w Pogradec, co jest niemałym rozczarowaniem.

Aby dotrzeć na kawałek plaży, trzeba przejść jakieś 40-50 minut w inne miejsce, z dala od głównego centrum turystycznego. Wówczas spotkamy tłumy walczące o każdą wolną przestrzeń, by tylko się wygodnie rozłożyć. Dlatego większość turystów wybiera spacery wzdłuż betonowego brzegu lub rozkłada się na kocach na kamiennych pomostach. Samo jezioro stanowi raczej dodatek do pięknego i malowniczo położonego miasta i wspaniale się z nim komponuje. Robienie zdjęć jest wręcz przyjemnością i w efekcie otrzymujemy niemal wzorcowe kadry.

Spacer w pobliżu macedońskiej części Jeziora Ochrydzkiego można bez mała uznać za skok cywilizacyjny w porównaniu z Pogradec. Wokół mnóstwo restauracji, sklepów z pamiątkami, lodziarni, kawiarni, kramów i… turystów. Ale te tłumy i rozwinięty biznes turystyczny w żadnym razie mi wówczas nie przeszkadzały. Byłam wręcz wniebowzięta, że nie muszę już szukać pół dnia czegoś do jedzenia i że wszystko jest utrzymane na najwyższym europejskim poziomie. Ale nawet z perspektywy czasu stwierdzam, że Ohrid, mimo że przeładowany turystami, i tak czaruje swoim klimatem, rozpieszcza pogodą, zachwyca widokami, a macedońskie owoce należą do najlepszych, jakie kiedykolwiek jadłam. To przyjemne, żywe i wypełnione atrakcjami miasto, które opuszczałam z silnym postanowieniem, że na pewno tu jeszcze wrócę.

Jezioro Ochrydzkie

Ohrid

 

W jeziorze można się kąpać. Zwłaszcza w Pogradec, które ze względu na dość długą, piaszczystą plażę sprzyja rekreacji. Woda jest przejrzysta i ciepła. Zdarzają się też rybki. Natomiast w Ohrid – jak wspomniałam – jezioro jest obetonowane. Nie pamiętam, czy nad brzegiem znajdują się jakieś tabliczki o zakazie kąpieli, ale całkiem możliwe, że tak. Miłośnikom plażowania zostaje spacer na plażę z dala od centrum. Tam znajduje się łagodne wejście do wody jak w Pogradec. Jak wygląda ta plaża?  To wąski pasek piasku (widoczny na zdjęciu poniżej). Z nóg nie zwala.

Sierpień 2011 r.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *