Enver Hodża i tyrania w Tiranie

– Pokażesz mi pokój, gdzie się urodził Enver Hodża? – spytałam pewna swego. – A po co chcesz go oglądać? Skąd w ogóle o tym wiesz?! – przewodniczka wrzasnęła wyraźnie zirytowana i wlepiła we mnie swe wredne, małe oczka. Chciałam zniknąć w jednej sekundzie. Oprowadzając mnie po reszcie domu, w pewnej chwili odwróciła się, spojrzała na mnie badawczo i powiedziała półszeptem: – A teraz zaprowadzę Cię do pokoju, który tak bardzo Cię interesuje.

 

Bałkany miały dwóch znanych politycznych liderów i ojców narodu. Jeden do tej pory określany jest mianem wielkiego wodza – za życia cieszył się ogromnym poważaniem i autorytetem, kochały go dzieci i ludzie starsi, a Che Guevara i Fidel Castro zrobili sobie z nim zdjęcie. Na jego pogrzebie stawili się niemal wszyscy ówcześni przywódcy świata. Tito to symbol byłej Jugosławii, który silną ręką tłumił wszystkie narodowościowe waśnie i aspiracje niepodległościowe.

Ten drugi do dziś budzi wstręt i pogardę. Nie chcą o nim pamiętać ani młodzi, ani starzy. Oni go wręcz nienawidzą. Jego długie rządy to czas upodlenia, zacofania, izolacji i dyktatury. Bał się wszystkich i wszystkiego – widział zagrożenie ze strony Tito, potem ZSRR, a na koniec Chin, które były jego ostatnim sojusznikiem. Wytworzył nastrój ogólnonarodowej paniki, budując setki tysięcy bunkrów w obronie przed wyimaginowanym najeźdźcą i atakiem atomowym. Enver Hodża i bunkry to dziś niechlubny symbol Albanii.

 

Enver Hodża – wyparta przeszłość

Mercedesy, mafia, Skanderbeg, kiepskie drogi, życzliwi mieszkańcy, tania kawa, piękny Berat, trudny język – to moje pierwsze skojarzenia z Albanią. No i on. Kiedy pytałam o Envera Hodżę któregoś z Albańczyków, najpierw rozlegała się grobowa cisza, potem na twarzy rozmówcy pojawiała się lekka konsternacja, by na koniec wydusił z siebie, że nie wie, o kogo mi chodzi.

– Ale przecież to wasz były przywódca – nie dawałam za wygraną. – Na pewno wiesz, o kim mówię.

– Nie, nie znam nikogo takiego – ciągnął uparcie.

– A te bunkry to niby kto kazał wybudować?

– Nic Ci na jego temat nie powiem i już. To zamknięta kwestia.

Enver Hodża urodził się w bogatej rodzinie w Gjirokaster na południu Albanii. Jego dom rodzinny został wybudowany i urządzony w stylu osmańskim. Nie zachował się w oryginale z powodu pożaru, ale został odbudowany z zachowaniem dawnego charakteru. To ogromna, piękna rezydencja, w której zwyczajowo mieszkało kilkanaście osób. Takich domów w Gjirokaster jest kilkanaście i stanowią główną turystyczną atrakcję. Miasto zostało wpisane w 2005 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i ma teraz swój czas. Ceny hoteli są wysokie, a turyści wszechobecni – dominującą nację stanowią Polacy i Francuzi.

W domu przyszłego albańskiego dyktatora mieści się obecnie Muzeum Etnograficzne (dla turystów podwójna cena). O jego wstydliwej przeszłości zaświadczają tylko grafficiarskie bohomazy, na które można się natknąć, obchodząc dom od drugiej strony. Przewodniczka mówi po angielsku i zachęca do notowania, co nie jest sugestią bez znaczenia, bo gdy dopytamy ją o jakąś kwestię, która nam umknęła, potrafi bez ostrzeżenia wrzasnąć: „Przecież Ci mówiłam! Nie pamiętasz?”. Lepiej o nic nie pytać lub skrupulatnie notować od samego początku.

 

Czasy terroru

Hodża umarł w 1985 roku i tę datę można uznać za ponowne uzyskanie niepodległości przez Albańczyków. Pierwsze miało miejsce w 1912 roku w mieście Vlorë, które jest drugim pod względem wielkości portem w kraju. Przez niemal pół wieku Albańczycy musieli znosić kolejne chore pomysły swojego przywódcy. Niektórzy nie wytrzymali i opuścili kraj. Ci, którzy zostali i zdecydowali się otwarcie sprzeciwić dyktaturze, byli umieszczani w więzieniach z długoletnimi wyrokami. Hodży marzyło się państwo czysto komunistyczne, potężne i samowystarczalne.

Jego podbudowę miał stanowić narzucony siłą ateizm, dlatego w 1967 roku rozwiązano wszystkie kościoły i związki wyznaniowe. Enver Hodża chciał być demiurgiem i decydować o losie każdego obywatela. Nie przestrzegał konstytucyjnej wolności słowa ani wolności osobistych. Aż do 1991 roku obowiązywał zakaz posiadania samochodu przez osoby prywatne, skąd bierze się bardzo zła jakość albańskich dróg i uboga sieć połączeń komunikacyjnych.

Rdzenni Albańczycy wcale nie są w przyjacielskich relacjach z Kosowarami, czyli Albańczykami zamieszkującymi Kosowo. Klanowa lojalność i więzy krwi górują nad narodowymi sentymentami. Ponadto kością niezgody jest sama kwestia kosowska. Albańczycy w czasie długoletnich rządów Hodży patrzyli z zazdrością na Kosowo i jego mieszkańców, bo tam żyło się dostatniej, a przede wszystkim spokojniej. Gdy Kosowar dostawał 10 dni aresztu za demonstrację przeciwko Serbom, Albańczyk musiał odsiedzieć 10 lat za rozmowę w kawiarni na temat rządów Hodży. Po tureckim, jugosłowiańskimi i radzieckim zwierzchnictwie nadeszły czasy jeszcze gorsze. Pod rządami swoich pobratymców Albańczyk nadal nie mógł cieszyć się wolnością ani poczuć się jak u siebie.

 

Śladami Envera Hodży

Zgodnie z notką w jakimś polskim przewodniku, Korçë miało być nowoczesnym miastem nazywanym albańskim Paryżem. Z kolei autor mojego francuskiego przewodnika po Albanii nie miał aż tak bujnej wyobraźni albo po prostu osobiście je widział. Przeważa w nim socjalistyczny i industrialny klimat wymieszany z brzydotą, szarością i smutkiem. Jedynym francuskim akcentem jest dawne francuskie liceum, które założył Enver Hodża. Miał tu też swój dom.

Hotel, w którym się zatrzymałam, gdyby go tylko wyremontować, wykończyć i jakoś urządzić, też wyglądałby jak rodem z Montmartre. Do Korçë przyjechałam tylko po to, aby zobaczyć chlubną inwestycję Hodży, która nie zdołała oprzeć się mijającemu czasowi. Południowo-wschodnia Albania to tereny rolnicze, zacofane i bardzo ubogie. Hodża chciał, aby powstało tu przemysłowe centrum kraju, ale z dawnej świetności (o ile kiedykolwiek miało to miejsce) nic już nie zostało.

 

Gdybym miała wymienić jedną ze swoich ulubionych europejskich stolic, byłaby nią Tirana. Sama nazwa zawiera w sobie pewien niepokój i grozę, co nijak się ma do obecnego klimatu miasta. Tirana się rozwija i pięknieje, nie jest przytłaczająca ani przesadnie zaściankowa. Trudno doszukać się w niej śladów panowania Hodży, choć jeden z nich wciąż jest wyrazistym elementem miejskiej przestrzeni. Piramida za 700 mln dolarów, niegdyś muzeum dyktatora zaprojektowane przez jego bratanicę, dziś służy za ściankę wspinaczkową dla co odważniejszych mieszkańców i jako punkt orientacyjny dla turystów.

Futurystyczna, obdrapana, pomazana sprayem, z gdzieniegdzie wybitymi szybami jest przedmiotem sporów niczym Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Część mieszkańców chce ją zburzyć, bo nie daje zapomnieć o czasach biedy, poniżenia i despotyzmu Hodży. Inni, w przeważającej większości młodzi, chcą ją zachować jako świadectwo historii i miejsce artystycznych happeningów. W zamierzeniu miała być mauzoleum dyktatora i miejscem pielgrzymek dla Albańczyków. Po upadku komunizmu zamieniono ją w centrum konferencyjne i na krótko w dyskotekę. Zgodnie z obecnymi planami na jej miejscu ma stanąć budynek parlamentu. Czas pokaże, czy zostanie zburzona i czy tym samym Albańczycy pogrzebią raz na zawsze pamięć o Hodży.

tirana piramida

tirana kosowo bunkier

Sierpień 2011 r.

 

Polecane książki:

1. Fatos Lubonja, Albania – wolność zagrożona. Wybór publicystyki z lat 1991-2002, Wydawnictwo „Pogranicze”, Sejny 2005.

2. Ornela Vorpsi, Kraj, gdzie nigdy się nie umiera, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008. [Książka bardzo nierówna i nie dla wszystkich. Pisana bezpruderyjnym językiem z zacięciem feministycznym. Opowiada o Albanii widzianej oczami nastoletniej dziewczynki.]

Stasiuka nie polecam.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *