Dlaczego nie warto lecieć na Wyspę Wielkanocną?

Wyspa Wielkanocna jest rajem z dala od cywilizacji i wpływu masowej turystyki. Wi-fi działa tu diabelnie powoli (wcześniej nie było go wcale), a sieć komórkowa jest tak słaba, że nawet nie zmienia czasu na lokalny (minus dwie godziny w stosunku do Santiago). Na Rapa Nui trwa całoroczna wiosna z temperaturą w okolicach 21 st. Deszcz pada, kiedy chce, a słońce potrafi prażyć jak na Karaibach. Czy warto lecieć na Wyspę Wielkanocną?

 

Ruch turystyczny pozostaje wciąż mały, choć w ciągu roku wyspę odwiedza już 200 tysięcy przyjezdnych przy niecałych 8 tysiącach mieszkańców. Brak wielkich hoteli, ale zdarzają się luksusowe miejsca noclegowe. To kierunek głównie dla zamożnych turystów i tych, których dziecięcym marzeniem było zobaczenie na żywo kamiennych głów z filmów dokumentalnych BBC. Ale wyspa to nie tylko słynne moai i wbrew moim błędnym przypuszczeniom nie była wyjałowiona i pozbawiona roślinności. To prawdziwy koniec świata z idyllicznymi krajobrazami, który trzeba za wszelką cenę chronić przed modami turystycznymi i napływem kolekcjonerów podróżniczych miejsc.

W jaki sposób? Zniechęcając! To przecież tak daleko, a jest tyle tańszych i bliższych wysp, które także zachwycą. Co jeszcze może powstrzymać przed przylotem? Moja przerysowana odpowiedź poniżej.

 

10 powodów, dla których nie warto lecieć na Wyspę Wielkanocną

1. Ogrodzone moai

Wszystkie kamienne posągi są ogrodzone i nie można do nich podejść, pogłaskać lub zrobić oryginalnego selfiaka. Co prawda widać je dobrze i dzięki odgrodzeniu żaden turysta nie wchodzi Wam w kadr, ale to i tak przesadne ograniczanie podróżniczej wolności. I jeszcze te kary! Pewien turysta złamał zakaz zbliżania się, oderwał kawałek ucha moai i w efekcie dostał grzywnę w wysokości 10 tysięcy euro oraz nie może ponownie wjechać na wyspę.

rapa nui zwiedzanie

czy warto lecieć na wyspę wielkanocną

 

2. Drożyzna

Żadna nowość, bo to najczęściej podnoszony temat w przypadku Rapa Nui. Ale co to znaczy, że jest drogo? Na przykład duża butelka wody kosztuje 10 zł – trzy razy więcej niż w Santiago i dwa razy więcej niż na pustyni Atacama. A pomyślcie o cenach warzyw i owoców czy posiłku w restauracji. Dlatego najlepiej zrobić zakupy spożywcze na kontynencie i wynająć nocleg z kuchnią, aby samodzielnie gotować.

Aby nie zrażać turystów wysokimi cenami, po prostu się ich nie pokazuje :). Spotkałam przed jednym ze sklepów parę z Polski. Najpierw wszedł on, ale wrócił po 4 minutach, mówiąc, że nic nie kupił, bo nie ma cen. Na to ona: Jak to nie ma cen? Weszła i zaraz szybko wyszła z pustymi rękami. Jeśli macie podobne podejście, jak ci państwo, to Rapa Nui nie jest dla Was. Bo tu nigdy nie wiadomo, czy dwa lody na patyku nie będą kosztować tyle, co homar u Magdy Gessler.

Ceny owoców są wysokie, mimo że banany czy awokado rosną na ulicy.

 

3. Brak plaż

Na Rapa Nui jest tylko jedna piaszczysta plaża – Anakena. Przyznam, że jest ładna, choć dość mała. Od tak egzotycznego kierunku (można podciągnąć go pod Polinezję) wymaga się trochę więcej. Poza plażą opalanie możliwe jest tylko na kamieniach lub na stromych klifach. Wielkim minusem Anakeny jest jej położenie – na wschodniej stronie wyspy, podczas gdy jedyne miasto na Rapa Nui i cała baza turystyczna znajduje się na zachodzie.

plaża anakena wyspa wielkanocna

 

4. Zagrożenie tsunami

Tu sprawa jest poważna – jesteśmy na środku oceanu, na wysepce o powierzchni zaledwie 163 km2. Jeśli w Chile, w Polinezji lub na Hawajach coś łupnie, to fale mogą nas zalać. Najwyżej położony punkt Rapa Nui to wulkan Terevaka mierzący 507 m. W mieście Hanga Roa znajdziecie tablice wskazujące kierunki ewakuacji w przypadku tsunami, a na lotnisku wisi mapka z zaznaczonym obszarem zalewowym. Z innych poważnych zagrożeń należy wspomnieć o spadających z palm kokosach. Z tym naprawdę nie ma żartów.

 

5. Katorga dla rowerzystów

Jeśli lubicie zwiedzać na rowerze, to na Rapa Nui znajdziecie jedne z trudniejszych warunków do jazdy. Dużo podjazdów, szybkie, niebezpieczne zjazdy, silny wiatr i palące słońce. Do tego rowery z wypożyczalni to nie nówki sztuki, a raczej wysłużone i nie zawsze dobrze działające jednoślady.

 

6. Niebezpieczne lądowanie

Lot z Santiago jest śmiertelnie nudny, bo za oknem tylko ocean. Ale prawdziwe wrażenia czekają na Was na sam koniec. Na tej trasie latają najlepsi piloci, bo lądowanie nad oceanem i trafienie w pas startowy na tak malutkiej wyspie jest nie lada wyzwaniem.

 

7. Kłopotliwe zakupy

Na wyspie obowiązuje całkowity zakaz używania foliówek w sklepach, więc nie myślcie, że każde warzywko i owoc zapakujecie w oddzielną torebkę. To samo tyczy piekarni. Chcesz kupić kilka bułek i ciastko? Przynieś własne torebki.

 

8. Wszechobecne psy

Tylu bezdomnych i beztrosko latających psów nie widziałam nawet w Gruzji. Jeden leżał też w muzeum. Często łączą się w grupki i biegają jak bandy wyrostków, zaczepiając inne psy. Wszystkie są duże, idealnie potwierdzając prawo Darwina, że przetrwają tylko najsilniejsze osobniki. Dla pieszych nie stanowią zagrożenia, co innego z kierującymi jednośladami. Lubią obszczekać rowerzystę lub osobę na skuterze. Mnie goniły dwa razy.

 

9. Krowy i konie na drodze

Osoby zmotoryzowane też nie mają lekko. Przy drogach pasą się byki, krowy i konie z małymi źrebakami i cielakami. Nigdy nie wiadomo, czy nagle nie wejdą Wam pod koła i nie spowodują wypadku. Poza tym krowy i konie to można w Polsce zobaczyć. Nie trzeba lecieć na koniec świata.

 

10. Nadmierne szczęście

Wszyscy mieszkańcy Rapa Nui oraz turyści witają się wzajemnie na ulicy, mówiąc „hola”, i uśmiechają się do siebie. Ile razy dziennie można odpowiadać „hola?”. Trochę świętego spokoju na wakacjach! Ale najgorsze czeka Was przy wylocie. Pasażerowie, włączając także mężczyzn, mają na szyi długie naszyjniki z muszli, które pewnie założyli po raz ostatni w życiu. Bo gdzie w czymś takim chodzić w szarej Warszawie, modnym Paryżu czy nowoczesnym Berlinie? Kobiety wpięły także kwiaty-spinki we włosy. Poziom szczęścia i błogiego stanu ducha jest aż nadmierny. Na dodatek każdy, kto opuszcza wyspę, powtarza sobie w duchu, że jeszcze tu wróci. Wyobrażacie sobie? Kolejny raz wydać tyle pieniędzy. Głupota!

Listopad 2019 r.

 

4 thoughts on “Dlaczego nie warto lecieć na Wyspę Wielkanocną?

  • 02/12/2019 at 03:03
    Permalink

    Pozwolę sobie uzupełnić wpis, bo niedawno byłem na Rapa :)

    11. Zakaz używania dronów, bez których współcześni jutuberzy od chwalenia się podróżami nie wyobrażają sobie życia. Zatem trzeba słuchać szumu wiatru i fal, zamiast pierdzącego nad głową ustrojstwa.
    12. Trzeba mieć zapas chilijskiego peso, bo znalezienie kantoru/banku/sprawnego terminalu płatniczego nie jest łatwe. Można żyć bez karty kredytowej???
    13. Internetu nie ma wszędzie! A w interiorze i telefony milkną. Zatem na ludzi pozostających zawsze on-line czeka kilka wyjątkowo trudnych dni :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    B.

    Reply
    • 02/12/2019 at 08:17
      Permalink

      Dziękuję Bobo za cenne uzupełnienie! Internet jednak jest – w stolicy Hanga Roa zrobili nawet publiczny hot spot. Co prawda działa tylko nocą, bo w ciągu dnia za duże obciążenie, ale jest. Wi-fi bywa w knajpach, także tych, które się tym nie chwalą.

      Reply
  • 08/12/2019 at 20:09
    Permalink

    Przekonałaś mnie: Nie jadę!
    A tak zupełnie szczerze: jak Twoje wrażenia po pobycie na Wyspie Wielkanocnej? Było tak jak sobie wyobrażałaś? Moai rzeczywiście robią na żywy niesamowite wrażenie? Pytam, bo miejsce to pod pewnymi względami przypomina mi piramidy w Gizie. Oczywiście jest bardziej „egzotyczne” z racji odległości i kosztów. Niemniej jednak chodzi mi o to, że zarówno posągi na Wyspie Wielkanocnej, jak i piramidy są pewnym symbolem – chyba każdy człowiek kojarzy jak wyglądają. W Chile nigdy nie byłem, ale byłem w Egipcie i piramidy nie wywarły na mnie takiego wrażenia, jak się spodziewałem. Nie było efektu „Wow”. Dlatego pytam, jak było u Ciebie?
    Pozdrawiam!

    Reply
    • 08/12/2019 at 20:32
      Permalink

      Cześć Pawle! Dziękuję, że znowu do mnie wpadłeś. Ja z kolei nie byłam nigdy w Egipcie, więc nie wiem, jakby to było z efektem „wow”, ale sam fakt, że mają tyle tysięcy lat jest dla mnie dużą wartością.

      Jeśli chodzi o moai i o całą wyspę, to przewyższyły moje oczekiwania. Na początku myślałam, że 5 nocy na Rapa Nui to będzie za dużo. Teraz wiem, że optymalną liczbą jest 7. Tak, aby jeszcze po prostu odpocząć nad brzegiem oceanu, a nie tylko zwiedzać. Bo do zwiedzania jest naprawdę sporo.

      Moim zdaniem błędnie utożsamia się wyspę (ja też ją błędnie utożsamiałam) tylko z posągami. W rzeczywistości jest piękna, zielona, z niesamowitymi kraterami wulkanów. I naprawdę ma się poczucie, że jest się na końcu świata.

      Co do samych moai, to ich sposób transportu, lokalizacja i funkcja de facto wciąż pozostają zagadką, co dla fanów historii i antropologii jest gratką. Robią też wrażenie swoimi rozmiarami i ukrytą symboliką na plecach.

      Niech najlepszym podsumowaniem będzie to, że chętnie na Rapa Nui bym wróciła.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *