Czy warszawska Praga jest fajna?

warszawska praga

Warszawska Praga niemal co roku znajduje się na szczycie rankingów najfajniejszych dzielnic Europy. Na początku września 2018 roku wyróżnił ją amerykański magazyn „Independent”. Z kolei w styczniu 2017 roku portal podróżniczy Travel Supermarket umieścił ją na czwartym miejscu najciekawszych dzielnic Europy. Czy faktycznie warszawska Praga jest taka fajna i wyjątkowa?

 

Dla osób przywiązanych do porządku, należy wyjaśnić, czym jest owa „Praga”. Zdarzają się osoby mieszkające w stolicy, które na całą prawobrzeżną Warszawę mówią „Praga”. Z kolei prażanie, jadąc do centrum, zwykli mawiać „jadę do Warszawy”, podkreślając odrębność swojego miejsca zamieszkania. Ta osławiona Praga to dwie dzielnice – Praga-Północ (a w niej następujące części: Nowa i Stara Praga, Szmulowizna, Pelcowizna) i Praga-Południe (Kamionek, Grochów, Gocław, Gocławek, Olszynka Grochowska i Saska Kępa). Wszelkie zestawienia i rankingi dotyczą zlepka obu dzielnic. Mamy Soho położone na Kamionku, ulicę Ząbkowską z Koneserem na Starej Pradze, kawiarnianą ulicę Francuską na Saskiej Kępie i kluby muzyczne przy 11 Listopada znajdujące się na Nowej Pradze. Ja, pisząc o Pradze, mam na myśli historyczną Pragę, której prawa miejskie nadał król Władysław IV Waza w 1648 roku.

 

Rekonesans po warszawskiej Pradze

Warszawska Praga to dzielnica, która przetrwała drugą wojnę światową w niemal nienaruszonym stanie. Dlatego na początku 1945 roku to tu przeniosły się wszystkie ważniejsze urzędy i ulokowały się nowe komunistyczne władze. Wyjście obronną ręką z wojennej zawieruchy było wyjątkiem na tle kilkusetletniej historii Pragi. Wcześniej podczas każdej wojny była grabiona i niszczona, zaś lewa strona Wisły często wychodziła bez szwanku. Największe nieszczęście spotkało Pragę w 1794 roku w czasie insurekcji kościuszkowskiej. Podczas tzw. rzezi Pragi zginęła 1/3 jej mieszkańców. Praga musiała podnieść się zarówno społecznie, jak i gospodarczo, a z czasem stworzyła enklawę, którą dziś określa się jako klimatyczną i autentyczną Warszawę. Przed Wami subiektywny rekonesans po tej dzielnicy – jej atrakcjach i demonach. Sami oceńcie, czy warszawska Praga jest fajna.

 

Ulica Targowa – główna arteria Pragi – w latach 50. i współcześnie

 

Kultowe murale i kapliczki

Na Pradze znajdziemy najlepsze przejawy street artu w całej Warszawie. Nie ma tu zbyt wielu wymuskanych, odrestaurowanych kamienic, na których nie wypada umieszczać murali. Są za to całe rzędy czerwonoceglastych, obdrapanych budynków, którym zainteresowanie artystów i ukończony mural dają niemal drugie życie. Ulica Stalowa na Nowej Pradze jest jedną z najchętniej ozdabianych praskich arterii. Tutejsze prace są często monumentalne, innych trzeba poszukać, wchodząc w różne zakamarki. Artystów przyciąga na Pragę pewna spójność i autentyczność tego miejsca, którą często określa się mianem „klimatu Pragi”.

 

Niestety nie wszystkie projekty artystyczne w przestrzeni miejskiej przetrwały. Mi najbardziej szkoda prac francuskiego twórcy Juliena de Casabianca, który fotografuje portrety umieszczone w muzeach i galeriach na całym świecie, a potem drukuje je jako zdjęcia i przenosi na ulice miast. To samo zrobił z obrazami z Muzeum Narodowego w Warszawie. Dzielnicą, którą postanowił przyozdobić, była właśnie Praga. Przez zaledwie kilka dni mogliśmy oglądać w całej okazałości m.in. „Żydówkę z pomarańczami” Gierymskiego, „Hamleta polskiego” Malczewskiego czy „Dziewczynkę z chryzantemami” Olgi Boznańskiej. Obrazy zostały zniszczone przez lokalnych chuliganów, których na Pradze nie brakuje.

 

Symbolem dzielnicy są liczne kapliczki, które spotkamy co prawda w całej Warszawie, ale ich stężenie po prawej stronie Wisły jest szczególnie wysokie. Wydano nawet dwie książki im poświęcone. Kapliczki były namiastką kościoła i skupiały wokół siebie lokalną społeczność. Godzina policyjna i uliczne łapanki w czasie wojennej okupacji uniemożliwiały uczestniczenie we mszach, stąd tak dużo kapliczek budowano w podwórkach kamienic – w miejscu najbliższym i bezpiecznym.

 

Odpływ artystów

Niegdyś warszawska Praga była uznawana za artystyczną dzielnicę i miało to przełożenie na rzeczywistość. Artyści faktycznie tu pracowali i mieszkali, a ich ulubioną lokalizacją były zwłaszcza ulice Inżynierska i Stalowa. Przy ulicy Brzeskiej, tej słynnej niebezpiecznej ulicy Brzeskiej, którą nikt zdrowy na umyśle nie chodzi, jeśli nie chce dostać w zęby, mieściły się pracownie artystów. Miasto postanowiło ożywić zaniedbaną arterię, niegdyś symbol Pragi ze wspaniałymi żydowskimi kamienicami, oferując artystom czynsz za symboliczną złotówkę.

I przez pewien czas naprawdę było pięknie. Dzieciaki chodziły po pracowniach na darmowe warsztaty i przyglądały się, co można wyczarować z papieru, a co namalować farbami. Ale piękny sen prysnął, gdy czynsze podniesiono. Dziś ulica Brzeska znów jest zaniedbana i opuszczona. A artyści? Jest ich coraz mniej i już nie angażują się tak mocno w życie lokalnej społeczności.

 

Gentryfikacja obok biedy

Praga zawsze należała do najbiedniejszych dzielnic Warszawy. Po wojnie pozostawała niedoinwestowana, bo trzeba było odbudować zrujnowane Śródmieście. Ponadto nowe władze komunistyczne postanowiły osiedlać tu tzw. „element” – ludzi niewygodnych, po wyrokach lub z problemami alkoholowymi. Praga przez lata była odbierana jako gorsza część Warszawy. Ale w nowym millenium i tu dotarł kapitalizm. Zmiany zaczęły się już z momentem ogłoszenia przebiegu drugiej linii metra. Przy Dworcu Wileńskim, gwarnym centrum Starej Pragi, miała powstać stacja metra. Ceny mieszkań poszybowały w górę, deweloperzy zaczęli interesować się dawnymi terenami przemysłowymi, dotarli tu też skupywacze roszczeń.

Dziś na Pradze są mieszkania zarówno za ponad 10.000 zł za m2 (Koneser, Port Praski, Soho), jak i zaniedbane, czynszowe kamienice bez łazienki i centralnego ogrzewania. Znajdziemy tu lokalne spożywczaki i alkohole 24h, jak i ekskluzywną restaurację Gesslera w Soho i knajpy muzyka Czesława Mozila. Praga już jakiś czas temu stała się znana i modna ze względu na swoje alternatywne lokale (Łysy Pingwin, W oparach absurdu, Sens Nonsensu) i kluby muzyczne (Sen Pszczoły, Skład Butelek, Hydrozagadka). Cześć z nich już nie istnieje, a w nowopowstałych  lokalach menu, wystrój i ceny nie odstają od tych z Mokotowa i Śródmieścia. Praga wciąż ma swoje niebanalne miejsca, ale ich coraz mniej.

warszawska praga kamienice

 

Późnosecesyjna kamienica „Rybaka” zamieniona przez dewelopera w nowoczesny koszmarek. Ulica Brzeska, naprzeciwko Bazaru Różyckiego. Mieszkania od 10.000 zł za m2.

 

Żydowskie dziedzictwo

Tylu śladów po żydowskich mieszkańcach Warszawy nie znajdziemy w żadnej innej dzielnicy. Zgodnie z uchwałą sejmową z 1775 roku Żydzi uzyskali pozwolenie na osiedlanie się i wznoszenie domów po prawej stronie Wisły. Ale pierwsze informacje o ich obecności na Pradze pochodzą już z połowy XVII wieku. Przed wybuchem drugiej wojny światowej ok. 30% mieszkańców dzielnicy stanowili Żydzi. Panuje przekonanie, że mieszkali tu przede wszystkim biedni Żydzi: drobni handlarze, rzemieślnicy, sklepikarze, robotnicy i niewielka liczba inteligencji. Inaczej wyglądała też na Pradze koegzystencja ludności polsko-żydowskiej w porównaniu do Muranowa i Śródmieścia. Opierała się na szacunku, zrozumieniu i wzajemnej pomocy.

Skrzyżowanie ulic Kłopotowskiego i Jagiellońskiej stanowiło centrum praskiej dzielnicy żydowskiej. Znajdowała się tu rytualna mykwa, okrągła synagoga, domy modlitwy, Żydowski Dom Akademicki i Dom Wychowawczy Warszawskiej Gminy Starozakonnych im. Bergsona, dziś mieszczący teatr Baj. Na terenie Muzeum Warszawskiej Pragi można oglądać dawną modlitewnię, w której odkryto polichromie ukazujące m.in. Żydów modlących się pod Ścianą Płaczu w Jerozolimie, Grób Racheli i znaki symbolizujące miesiące według hebrajskiego kalendarza.

 

Żydowski Dom Akademicki przy ul. Sierakowskiego

 

Dom Wychowawczy Warszawskiej Gminy Starozakonnych im. Bergsona

 

Lokalny folklor

Warszawska Praga zawsze była miejscem specyficznym, odrębnym i z własnym folklorem. Wpływ na to miała tutejsza ciągłość społeczna  – jeśli ktoś się tu urodził, mieszkał w dzielnicy przez całe życie. Każdy się znał i każdy każdemu ufał.  Więzi sąsiedzkie były silne i trwałe, ludzie żyli wolniej niż po lewej stronie Wisły. Na folklor Pragi wpłynął także jej ugruntowany charakter ekonomiczny – było to centrum handlowo-rzemieślnicze już od czasów carskich. Teraz, niestety, coraz więcej lokali usługowych musi się zamknąć, bo nie radzą sobie w gospodarce kapitalistycznej. Ale prażanie, zamiast iść do wielkiego supermarketu, wciąż wolą robić zakupy w lokalnym sklepiku. Jest drożej, ale przecież wspieramy swoich. Dla mieszkańców ma to ogromne znaczenie.

Warszawska Praga stanowiła niegdyś kulturalny tygiel, do czego przyczyniły się czasy carskie i napływ ludności ze wschodu, a potem utworzenie Jarmarku Europa. W dzielnicy mieszkali Wietnamczycy, Ukraińcy, Rosjanie, przybysze z Afryki i z Bliskiego Wschodu. Do dziś na Pl. Wileńskim stoi piękna cerkiew Marii Magdaleny. Postawiono ją w tym miejscu, aby podróżni przyjeżdżający na Dworzec Petersburski (dzisiejszy Dworzec Wileński) nie przeżyli szoku kulturowego i czuli się jak u siebie. Jeszcze 10 lat temu przy ulicy Zamoyskiego działało centrum kultury wietnamskiej, które wraz z likwidacją Jarmarku Europa przeniesiono do Wólki Kosowskiej. W środku znajdowała się m.in. kopia Świątyni Literatury z Hanoi.

 

Napisy cyrylicą na warszawskiej Pradze

 

Praski folklor ma też swoje ciemne oblicze, czyli podejrzanych typów stojących w bramach, zdemolowane przystanki, picie w miejscach publicznych, nastoletnie matki, dzieciaki rzucające wulgaryzmami, chronicznych bezrobotnych. Jakiś czas temu szłam ulicą Brzeską, by poszukać śladów dawnego młyna, który się na niej znajdował. Zamiast choćby fundamentów, trafiłam na grupkę dzieciaków siedzących na prowizorycznej ławce. Zrobiłam miejscu zdjęcie, bo akurat obok był ciekawy mural, i poszłam dalej.

Nagle słyszę, jak ktoś za mną woła w niewybrednych słowach. Odwracam się i widzę dzieciaka, który miał może 9 lat, ale zasób przekleństw zdecydowanie wykraczający poza swój wiek. Nie spodobało się mu, że zrobiłam zdjęcie. Zaczęłam się zastanawiać, czy w razie czego dobiegnę do krańca ulicy, gdzie będą jacyś ludzie. Dobiegnę. Więc, jak gdyby nigdy nic, odkręciłam się na pięcie i poszłam dalej. Ale cały czas miałam duszę na ramieniu. Bo taka jest warszawska Praga. Obowiązuje tu specyficzne BHP, którego trzeba przestrzegać, jeśli nie chce się dostać w zęby, stracić portfela lub telefonu.

 

Ten sam fragment ulicy Ząbkowskiej kiedyś i dziś

 

Pomnik kapeli praskiej wygrywający 100 warszawskich piosenek

 

Upadłe legendy

Niegdyś bazar Różyckiego był handlowym sercem Warszawy. Tak, jak dzisiaj Złote Tarasy czy Arkadia. Tu się kupowało najmodniejsze dżinsy, a kobiety przyjeżdżały przymierzać suknie ślubne. Tu jadano najlepsze flaki i pyzy gorące. Kto dziś odwiedza Bazar Różyckiego, ma ochotę zapłakać. Tylko kilka otwartych budek handlowych, a klientów jeszcze mniej. Między alejkami hula wiatr, a po dawnej popularności nie ma ani śladu. Czytając o planach rewitalizacji bazaru, chce się wręcz potężnie ryczeć. Jakieś butiki, jakiś mini bazarek warzywno-owocowy, jakaś „ąę” kawiarnia na dachu. Kogo będzie na to stać? Chyba tylko tych turystów skuszonych kolejnych rankingiem zachodnich magazynów. Nikt z Prażan nawet tam nosa nie wściubi.

 

Bazar Różyckiego współcześnie

 

I przed drugą wojną światową, z charakterystycznym syfonem

 

Tak naprawdę Bazar Różyckiego dobiła inna praska legenda – Jarmark Europa utworzony na Stadionie Dziesięciolecia. To był fenomen na skalę światową. Gastronomia przywołująca oryginalne azjatyckie smaki, najtańsze ubrania i pirackie płyty, ciemne interesy i wielkie fortuny. Ale nade wszystko dzikie tłumy kupujących. Po tym też nie ma już śladu. Na miejscu Jarmarku stanął Stadion Narodowy, na którym odbywają się nie tylko mecze, ale też koncerty. Na takie widowiska prażan niestety nie stać.

Praga stanowiła nie tylko handlowe, ale też przemysłowe serce Warszawy. Nieczynne fabryki trzeba było jakoś zagospodarować i urządzono w nich centra kulturalne. Tak było z dawną Wytwórnią Wódek „Koneser” przy ulicy Ząbkowskiej i nieczynną fabryką przy Otwockiej, którą przejął Wojciech Trzciński. Dobrze pamiętam, jak w piątkowe i sobotnie wieczory wypełnione taksówki sunęły ulicą Kawęczyńską pod niezwykle modną Fabrykę Trzciny. Tylko najwięksi śmiałkowie lub osoby całkowicie spłukane docierały na miejsce tramwajem numer trzynaście, bo Szmulki miały opinię szczególnie niebezpiecznej części Pragi. A jak to wygląda teraz? Trzciński zbankrutował i zamknął Fabrykę, a Koneser został przejęty przez dewelopera, który chce go zamienić w centrum biznesowo-eventowo-mieszkaniowe.

 

Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda Praga Pragi – odpowiednik warszawskiej Pragi w stolicy Czech, zapraszam tu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *