Brno za mgłą. Czechy zimową porą

Praga chyba wyczerpała limit czeskiego piękna i drugiego tak dużego, zachwycającego oraz dobrze zachowanego miasta w całym kraju już nie znajdziemy. Jest oczywiście godny uwagi i niezwykle urokliwy Český Krumlov, ale to małe miasteczko popularne przede wszystkim na jednodniowe wizyty. Jednak Brno, stolicę Moraw i drugą co do wielkości metropolię u naszych południowych sąsiadów, też warto odwiedzić.

 

Ja wybrałam się tam pierwszego dnia świąt bożonarodzeniowych, kiedy niemal wszystko było zamknięte na cztery spusty, prócz nielicznych tureckich kebabowni, dwóch drogich i wymyślnych kawiarni oraz restauracji McDonald’s. Około południa na ulicach panowała pustka i jeśli na kogoś się natknęłam, to byli to bezdomni, z których większość na bezdomnych wcale nie wyglądała. Swoim zwyczajem, gdy tylko przyjechałam do Brna, poszłam tam, gdzie mnie nogi i intuicja poniosły, mając za cel starówkę. Jednak ze względu na brak jakichkolwiek oznaczeń, choćby tych wskazujących centrum, trafiłam w naprawdę menelskie rejony pełne wspomnianych bezdomnych poukrywanych w bramach. Czym prędzej zmieniłam kierunek i po jakimś czasie trafiłam w bardziej reprezentacyjne części miasta, gdzie socjalistyczną architekturę zastąpiły niezwykle kolorowe kamienice z początku XX wieku.

 

Brno opustoszałe

Również i tu natykałam się na bezdomnych, którzy tak jak ja kryli się przed chłodem w okolicznych kościołach. Bo tego dnia – mimo że w oddalonej o dwie godziny drogi Pradze świeciło słońce i było 11 st. – Brno było wietrzne, nieprzyjazne, zimne i zamglone. A na dodatek te pustki. Wspaniała sceneria do kręcenia historycznych kryminałów lub filmów katastroficznych. Miasto wyglądało na opuszczone niczym po jakimś skażeniu radioaktywnym. Tylko tramwaje przerywały tę grobową ciszę i zaświadczały o jego żywotności. A poza tym szaro i smutno. Gdzie wszyscy mieszkańcy? Wyjechali do rodziny na święta? Siedzą w domu, bo pogoda nie zachęca do spacerów? Pojechali do Pragi? W to akurat jestem w stanie uwierzyć, bo w czasie okołoświątecznym w stolicy Czech znajdowała się chyba połowa turystów zwiedzających Europę.

Mgła w Brnie była niesamowita, niczym wyjęta z kart wampirycznych powieści. Zachmurzenie utrzymywało się na tak wysokim poziomie, że nie sposób było dostrzec choćby fragmentu górującego nad miastem kościoła św. Piotra i Pawła. Choć dało się odczuć, że tam na górze coś się znajduje, bo nagromadzenie chmur było tak duże. Miasto miało dzięki temu specyficzny klimat. W takich okolicznościach przyrody najlepiej zwiedza się położony na wzgórzu średniowieczny zamek Špilberk, do którego idzie się przez urokliwy park.

Najbardziej lubię parki jesienią, nawet wtedy, gdy liście leżą już na ziemi, a drzewa straszą suchymi gałęziami. Park w mglistej otoczce prezentował się poetycko. Byłby z niego (jak i z samego zamku) wspaniały widok na panoramę Brna, ale ja widziałam jedynie szarość rozciągającą się nad całą okolicą. Po południu miasto zaczęło się powoli wypełniać mieszkańcami i bardzo nielicznymi turystami, a mgła przez chwilę się rozrzedziła, by po jakimś czasie oblec miasto swoją białą pokrywą ze zdwojoną siłą.

 

Alternatywa dla Pragi

Dlaczego warto przyjechać do Brna, nawet w niepogodę? Bo to ciekawe architektonicznie i historycznie miasto. W przeszłości siedziba królów i twierdza obronna, która odparła atak wojsk szwedzkich w trakcie wojny trzydziestoletniej. Jako część Austro-Węgier miasto stało się ważnym ośrodkiem przemysłowym – to tu w 1814 roku uruchomiono pierwszą w monarchii maszynę parową i to tu w 1839 roku przyjechał pierwszy pociąg. Dziś już nie odgrywa tak ważnej roli gospodarczej, ale gości wiele ciekawych imprez kulturalnych, jak chociażby międzynarodowy przegląd teatralny dramatów Szekspira, międzynarodowy festiwal folklorystyczny czy Dzień Napoleona. Dla wszystkich zmęczonych tłumami w Pradze Brno stanowi ciekawą propozycję na jednodniową wycieczkę.

 

1. W nawiązaniu do tytułu wpisu – miasto otulone mgłą, a efekt potęguje wieczorna pora. Powiedzieć, że jest klimatycznie, to nic nie powiedzieć.

 

2. Panorama na pewno malownicza, tylko szkoda, że nic nie widać.

 

3. Zamek Špilberk i okoliczny park w bardzo klimatycznej odsłonie. Można kręcić filmy wampiryczne.

 

4. Pusto wszędzie, głucho wszędzie…

 

5. Z Brnem wiąże się popularna legenda dotycząca dwójki zakochanych. Na ulicy Orlí pod numerem 16 mieści się podwórze, na którego jednym krańcu stoi studnia, a na drugim – rzeźba kobiety wykuta w kamieniu. W domu tym mieszkało zamożne małżeństwo z synem, u których jako służąca pracowała piękna dziewczyna.

Młodzieniec szybko się w niej zakochał, co wywołało niezadowolenie jego matki. Gdy pewnego razu wyjechał z ojcem na łowy, kobieta postanowiła zdyskredytować dziewczynę i oskarżyć ją o czary. Służąca w geście rozpaczy rzuciła się do studni. Chłopak, aby uczcić jej pamięć i móc na nią codziennie patrzeć, kazał wykuć jej podobiznę.

Brno legenda

 

6. Kościół św. Jana – z zewnątrz niepozorna fasada, a w środku oszałamiające barokowe wnętrze.

 

7. Nie można też pominąć gotyckiej katedry świętych Piotra i Pawła. Jej dzwony wybijają południe o godzinie 11, upamiętniając w ten sposób nieudany atak wojsk szwedzkich na Brno w 1645 roku. W środku uwagę zwracają przebogato zdobione konfesjonały.

Brno katedra

 

8. Trzecim sakralnym punktem obowiązkowym jest kościół św. Jakuba. Tutaj szczególną uwagę należy zwrócić na gzyms nad oknem po prawej stronie od wejścia głównego. Jak głosi legenda, swego czasu budowano jednocześnie dwa kościoły – ten i na Petrovie, a każda ze stron chciała ukończyć swoją budowlę jako pierwsza. Choć Petrovo dysponowało większą gotówką, to u Jakuba prace posuwały się szybciej.

Bogatsi zazdrośnicy próbowali więc wstrzymać roboty, ale mistrz kamieniarstwa uprosił miejscowe władze, aby pozwolono mu chociaż dokończyć pracę nad właśnie budowanym oknem. Zgodzono się na to, po czym budowniczy wyjechał. Gdy po jakimś czasie przyjrzano się ukończonemu oknu, zauważono męską figurkę wypinającą gołe pośladki w kierunku Petrova.

Brno kościół św. jakuba

 

9. Ratusz w Brnie ma trzy charakterystyczne elementy. Pierwszy jest widoczny już nad wejściem, na gotyckim portalu, który zdobi pięć wieżyczek. Jedna z nich jest przechylona i została nazwana „zwiędłym fiołkiem”. Zaraz po wejściu zobaczymy kolejną osobliwość – zawieszonego u góry krokodyla, który tak naprawdę ma być smokiem. Potwór mieszkał nad rzeką Svratką i siał postrach wśród lokalnej ludności.

Długo szukano śmiałka, który się z nim rozprawi. W końcu w mieście pojawił się wędrowny czeladnik-rzeźnik, który poprosił o wolą skórę, a następnie napełnił ją wapnem i podrzucił smokowi. Zwierzę skonsumowało niespodziewany smakołyk i popiło go wodą. Po niedługiej chwili jego brzuch się nadął na tyle, aż w końcu pękł. Mieszkańcy w końcu mogli już spać spokojnie. Trzecim ciekawym elementem ratusza jest krużganek ozdobiony herbami.

Brno ratusz

 

10. Uliczna architektura Brna – bez kompleksów wobec Pragi

 

11. A w tym domu, położonym na ulicy Kobližniej, w latach 1767-68 podczas swoich występów w Brnie mieszkał Mozart wraz ze swoim ojcem.

 

12. Wieczór i w końcu jacyś ludzi. Miasto bardzo ładnie wygląda o tej porze i duża w tym zasługa świątecznych iluminacji.

 

13. Znalezione w witrynie księgarni – niby to niewinne książki kucharskie, ale jedna z nich szczególnie przyciąga uwagę.

Grudzień 2015 r.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *