10 zaskakujących faktów o Rumunii

10 zaskakujących faktów o rumunii

Rumunia to kraj raczej traktowany z nieufnością przez polskiego turystę. Po co tam jechać, skoro Portugalia, Grecja, Hiszpania czy Włochy oferują wszystko lepsze – jedzenie, pogodę, widoki, architekturę. Zdziwiliby się wszyscy zachodnio- i dalekofile. Można wiele powiedzieć o Rumunii, ale nie to, że jest nudna i pozbawiona atrakcji. Jest zaskakująca, piękna, spokojna i niezadeptana przez turystów.

 

Oto 10 zaskakujących faktów o Rumunii, o których być może nie słyszeliście i które zmienią Wasze postrzeganie tego kraju.

 

1. Kosmici w górach Bucegi

Góry Bucegi to część Karpat Południowych, które znajdują się w centralnej części Rumunii, na południe od Braszowa. Są piękne i majestatyczne, a dodatkowo kryją w sobie wielką i być może nawet kosmiczną tajemnicę. W 2003 roku Amerykanie odkryli tu trzy tajemnicze tunele wykute wewnątrz gór. Są długie na kilka tysięcy kilometrów [sic!] i mają biec w stronę Egiptu, Tybetu oraz w kierunku jądra planety. Dodatkowo natrafiono na blokady energetyczne, które skutecznie utrudniają ich eksplorację. Gdy wyznaczone osoby próbowały je pokonać, wystąpiło u nich nagłe zatrzymanie akcji serca. Zespół z Pentagonu stwierdził, że bariery energetyczne są takie same, jak inna struktura odkryta wcześniej w Iraku.

Koniec końców Amerykanie dotarli do wnętrza góry i natrafili na ponad dwumetrowe, kamienne płyty. Na ich powierzchni znajdowały się inskrypcje zapisane przy użyciu tajemniczych symboli oraz holografy prezentujące zagadnienia z rozmaitych dziedzin nauki. Odkrycie zelektryzowało Amerykanów, którzy postanowili utrzymać je w ścisłej tajemnicy, a każdego, kto wspominał o paranormalnych zjawiskach, jak najszybciej uciszyć. Rząd rumuński za zachowanie milczenia został dzięki silnemu wsparciu USA członkiem NATO w 2004 roku, zaś Watykan przekazał mu swoje tajne dokumenty dotyczące Rumunii. Góry Bucegi są nadal dostępne dla turystów i piechurów, a jedno z wejść do odkrytego tunelu znajduje się pod rzeźbą Sfinksa, który mi bardziej przypomina głowę kosmity…

 

2. Polimerowe pieniądze

Rumunia ma jedne z najładniejszych banknotów, jakie miałam w rękach. Na dodatek są niemal niezniszczalne, bo wykonane z polimerów. Kraj jako drugi na świecie (po Australii) wprowadził plastikowe banknoty. Można je gnieść i zalać, a i tak wyjdą z tych tortur bez szwanku. Należy jedynie powstrzymać się od rwania, bo jednak mogą się uszkodzić. Dla samej oryginalności tych banknotów warto wybrać się do Rumunii. Najpiękniejszy moim zdaniem jest nominał 10 i 100 lejów. Ku mojej rozpaczy Rumunii chcą zastąpić swoją narodową walutę niezbyt ładnymi i szybko niszczącymi się euro. Przewiduje się, że kraj wejdzie do strefy euro w 2025 roku.

 

3. Drogie lody

Co prawda nie oczekiwałam, że Rumunia będzie mnie tuczyć i rozpieszczać lodami jak Włochy, ale w okresie wakacyjnym spodziewałam się wielu lodziarni i niskich cen. A figa z makiem. Gałki są naprawdę małe (taki standard Grycana) i kosztują 4-5 lejów (1 lej = 1 zł). Już rzut oka na wafelki o małym otworze wskazuje, że tutejsi lodożercy chodzą niezaspokojeni. Lody z automatu to wydatek 3-4 lejów. Alternatywą nie są też lody na patyku kupowane w sklepach. Kosztują 5-6 lejów i nie mam na myśli żadnego Magnum, tylko zwykłego loda w polewie.

Ci, którzy uwielbiają lody gałkowe, muszą wybrać się do Braszowa. Miasto zgarnęło chyba połowę lodziarskiego rynku Rumunii, bo co krok możemy spotkać budkę z lodami. Ale tylko jedna jest warta uwagi. To lody Emma na głównej promenadzie odchodzącej od rynku. Ceny akceptowalne (dwie kulki za 9 lejów), porcje zacne, duży wybór smaków, a lody tak dobre, że kolejka jest zawsze długa i ustawia się nawet przed godziną 23.

 

4. Słaby transport publiczny

Nie bez przyczyny wszyscy powtarzają, że do Rumunii należy jechać własnym samochodem lub wynająć auto na miejscu. To drugie nie jest zresztą dużym wydatkiem, a cena benzyny wynosi ok. 6 lei za litr. Gdy wylądowałam na lotnisku w Klużu-Napoce, razem z dwoma Polakami i dwójką Rumunów byliśmy jedynymi osobami, które poszły na przystanek, by złapać autobus do miasta. Reszta pasażerów ustawiła się w kolejce do wypożyczalni samochodów. Ale po Rumunii da się podróżować transportem publicznym i ja jestem tego żywym przykładem. Niemniej połączeń nie jest zbyt wiele i czasami trzeba posiłkować się przesiadkami. Ratunkiem bywa Bla bla car, który oferuje wiele przejazdów, choć w okresie wakacyjnym Rumuni siedzą nad morzem i możliwości podwózki jest zdecydowanie mniej.

Jeśli szukacie połączenia międzymiastowego i takowego nie będzie, najpewniej trzeba odbyć podróż na raty i poszukać miasta po drodze, do którego jest jakieś połączenie. Ja np. nie mogłam dostać się bezpośrednio z Klużu-Napoki do Sighişoary, choć oba miasta dzieli zaledwie 200 km i są bardzo popularnymi destynacjami turystycznymi. Musiałam najpierw pojechać do Tigru Mureş (2,5 h drogi), a dopiero stamtąd złapać busik do miasta docelowego (1,5 h). Na trasach międzymiastowych transport jest bardzo rzadki, a minibusy nie mieszczą wszystkich chętnych. Inaczej wygląda to w przypadku komunikacji lokalnej, a busiki potrafią kursować naprawdę często.

Dużym problemem jest umiejscowienie dworców. Może być ich kilka w mieście, co utrudnia przesiadki. Niektóre autokary zatrzymują się tylko przy trasach przelotowych, w nieoznaczonych miejscach, więc trzeba ich wypatrywać i w odpowiedniej chwili zamachać, bo inaczej miną nas ze świstem. Żadnej alternatywy nie stanowią pociągi, które są droższe od autobusów i jeżdżą z prędkością 40 km/h. Nie żartuję.

 

Przykładowe ceny przejazdów po Transylwanii

(1 lej = 1 zł)

  • Sighişoara-Braszów – 26 lejów
  • Braszów-Kluż Napoka – 45 lejów(Bla bla car)
  • Braszów-Bran – 8 lejów
  • Braszów-Buşteni – 11 lejów
  • Kluż-Napoka-Tigru Mureş – 25 lejów
  • Tigru Mureş-Sighişoara – 15 lejów
  • Buşteni-Sinaia – 4,5 lejów

 

Rozkłady jazdy

Pociągi: https://www1.cfrcalatori.ro/en/
Autobusy: https://www.autogari.ro/?lang=en

transport w rumunii

 

5. Zadbane wioski i miasteczka

Pierwszego dnia mojego pobytu w Rumunii jechałam przylepiona do szyby autobusów i przecierałam oczy ze zdumienia, mijając rumuńskie wioski i prowincjonalne miasteczka. Byłam przygotowana na łamiącą serce biedę, zaniedbane domy, bose dzieci biegające po ulicach i staruszki wysiadujące przed gankami. Nic z tych rzeczy! Lokalne wsie są zaskakująco czyste, sielskie i pozbawione oznak niedostatku. Wręcz ma się wrażenie, że mieszkańcom żyje się tu całkiem dobrze, skoro wszystkie – niewielkie, acz śliczne i kolorowe domy – są zbudowane w jednym stylu i pokryte czerwoną dachówką. Żadnych odstępstw od normy i pokazywania, że ja mam więcej pieniędzy od sąsiada. Żadnej rzucającej się w oczy biedy i ludzkiej krzywdy. Zachwyciła mnie ta harmonijność rumuńskich wiosek i miasteczek.

rumunia

 

6. Wilczyca w każdym mieście

Pod koniec I wieku p.n.e. Dunaj był granicą imperium rzymskiego. Ponad sto lat później Rzymianie utworzyli prowincję w Dacji, czyli we współczesnej środkowej i południowej Rumunii. Opuścili ją niemal 170 lat później, spychając kraj w zupełne odmęty historii. Niewiele o nim wspominano w źródłach historycznych przez niemal tysiąc lat. Rumuni, których język należy do rodziny języków romańskich, uważają się dziś za potomków Rzymian oraz starożytnych Daków (od nich wzięła swoją nazwę marka samochodów Dacia). Patrząc na to z perspektywy lingwistycznej, wszystko wygląda bardzo prosto. Nazwa „Rumuni” oznacza „obywateli Rzymu”, sugerując pochodzenie Rumunów od Rzymian. Ale z perspektywy historycznej już tak prosto nie jest.

Jeszcze w XIX wieku Rumunów nazywano Wołochami, a ich język – wołoskim. Aczkolwiek teorie o rzymskim pochodzeniu Wołochów zaczęły pojawiać się około XV wieku, więc coś było na rzeczy. Po rzymski mit założycielski sięgnięto wtedy, gdy pod koniec XIX wieku narodziła się współczesna Rumunia, będąca zlepkiem różnych społeczności. Siedmiogród znajdował się pod panowaniem węgierskim, w Mołdawii silne były wpływy słowiańskie, a Wołoszczyzna przesiąkła bałkańskim duchem. Chodziło o to, aby wytworzyć w oddzielnych kulturowo nacjach poczucie narodowej wspólnoty. Najbardziej widocznym przejawem mitu o rzymskich korzeniach Rumunów są pomniki wilczycy karmiącej Remusa i Romulusa w niemal każdym większym rumuńskim mieście.

rumunia wilczyca

 

7. Mnóstwo parków i zieleni

Rumunia jest bardzo zielonym krajem, a zadbane oraz pełne kwiatów i krzewów parki są centralnym punktem każdego miasta i miasteczka. Jadąc samochodem lub autobusem, można podziwiać ogromne, puste przestrzenie, na których nie stoi nawet pojedynczy dom. To wciąż dziewiczy zakątek Europy i niech jak najdłużej tak pozostanie.

 

8. Piwo w 2,5-litrowych butelkach

W Polsce piwo w plastikowej butelce kojarzy się z sikaczami kupowanymi przez – za przeproszeniem – meneli i nie grzeszy popularnością. Ale w Rumunii w małych lokalnych sklepikach prędzej kupimy je w takiej formie niż w szklanym wydaniu. Do tego bywa sprzedawane aż w 2,5-litrowych butlach. Całkiem nieźle smakuje piwo Tişoara, zaś najczęściej spotykany jest Ursus, produkowany przez browar rumuński, a nie żaden zachodni koncern. Do Rumunii przyszła też moda na piwa rzemieślnicze. Lokale, które je serwują, znajdziecie w Klużu-Napoce, Bukareszcie czy Braszowie (świetna, ale wieczorami tłoczna Tipografia).

rumuńskie piwo

 

9. Pustki na ulicach

Szacuje się, że od 3 do 5 mln Rumunów pracuje za granicą, głównie we Włoszech, Węgrzech i w Anglii. To pierwsze pod względem liczby emigrantów państwo w Unii Europejskiej, zaś na drugim miejscu plasuje się Polska. Kraj, choć całkiem sporych rozmiarów, ma zaledwie 19 mln mieszkańców. Tę pustkę zdecydowanie widać na ulicach, zwłaszcza przejeżdżając przez wsie i prowincjonalne miasteczka. Przy głównej drodze nie napotkacie nawet na psa z kulawą nogą. Ba, nie spotkacie nawet żebraków, bezdomnych czy wspomnianych wyżej meneli. Złośliwi powiedzą, że to dlatego, że od dawna siedzą na Zachodzie. Pewnie jest w tym sporo prawdy, ale dla mnie co innego jest ważniejsze. Wyobrażenie, że Rumunia jest krajem biednym i pełnym bezrobotnych, nie ma oparcia w faktach.

Drugi stereotyp tyczy ogromnej liczby Romów w Rumunii. Co prawda są całe romskie miasteczka i zdarza się widzieć na ulicy romskich rodziców z przynajmniej sześciorgiem dzieci, to faktycznie stanowią oni jedynie społeczną ciekawostkę, zwłaszcza że kobiety chodzą w tradycyjnych, kolorowych sukniach. W Rumunii mniejszość romska wcale nie jest największa w Europie. Pod tym względem ustępuje Bułgarii, Macedonii, Słowacji i Węgrom.

 

10. Polak i Rumun też dwa bratanki

Polskę z Rumunią łączą wcale nie słabsze więzy niż te z Węgrami. A to za sprawą Wołochów (rum. Vlachy), czyli plemienia koczowniczych lub półosiadłych pasterzy górskich, którzy w XIV wieku rozpoczęli migrację na północ Europy. Dotarli m.in. na ziemie polskie, gdzie poprzez asymilację z ludnością ruską dali początek licznym grupom etnicznym, np. Łemkom. Jazda wołoska broniła Rzeczypospolitej w czasie najazdów obcych wojsk, a w wielu rejonach obowiązywało prawo wołoskie, na mocy którego założono m.in. miasto Ustrzyki (Vstryki).

Fala migracji Wołochów trwała aż do XVI wieku. Zasymilowani Wołosi przechodzili na rolniczy tryb życia, budowali wsie, obejmowali urzędy w dawnej Rzeczpospolitej, a z czasem niektórzy z nich zostawali przyjęci w poczet szlachty polskiej. Osady wołoskie powstały m.in. na ziemi chełmskiej, lwowskiej, lubelskiej, przemyskiej i sanockiej.

Sierpień 2018 r.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *